Ta, co się jąka.

Cieszę się, bo mój blog jest już w internecie! Znaczy- start się udał. I nie jest to falstart- choć muszę, a raczej chce- pojechać  na planowane wakacje. Przekornie, chce się pożegnać historią kiedy to przed trzynastu laty szukałam pracy. Walczyłam o pracę! Miał to być etat szkolnej bibliotekarki (nauczyciela- bibliotekarza). Jedno miejsce- wiele podań, podobne kwalifikacje. Wiadomo, ze nie rozmawiałam z pracodawcą przez telefon. Wiadomo! Rozmawiałam osobiście. Co jakiś czas pokazywałam się też w sekretariacie szkoły z jednym pytaniem: ” Czy pani dyrektor podjęła już decyzję?”

Miła pani sekretarka, w końcu, postanowiła mi pomóc i przy którejś mojej wizycie zadzwoniła do pani dyrektor, co ma odpowiedzieć pani, która pyta o bibliotekę. Ponieważ słyszałam tylko jedną rozmówczynię, która starała się moją osobę jak najlepiej opisać i jakoś wyróżnić z „tłumu” innych kandydatek,  zorientowałam się, ze pani dyrektor nie bardzo może rozróżnić- po tym opisie-  „młode, miłe, sympatyczne blondynki” i kompletnie nie wie o kogo chodzi. Na co pani sekretarka, na kolejne ponawiane pytanie – ale która, która?! Odpowiedziała w końcu: „Ta, co się jąka!”

SZOK!

No, pięknie!- myślę sobie. Jak się jąka! To ja się tak staram, żeby nie było śladu jąkania. Uważam na każde słowo, mówię wolno, unikam bloków, równiutkie oddechy, a one wszystko wiedzą! Wiedzą, że się jąkam! Nieprawdopodobne! W ferworze walki musiałam coś przeoczyć.

Dostałam tę pracę. Pracowałam w tej szkole trzynaście lat. Z jąkaniem.

Byłam świetną bibliotekarką.

Co? Fajna historia?

Normalna!

Ale może dla kogoś będzie to światełko w tunelu!

Cieszyłabym się!

Pozdrawiam szkolne bibliotekarki!

Miłych wakacji Wszystkim!!!

Hasła ISA na gruncie polskim.

W tym – średnio udanym tytule- chodzi mi o to, wydaje mi się, że hasła ISA są w Polsce źle rozumiane. Opacznie rozumiane. Są przeinaczane.

A voice and something to say.

To może znaczyć, że skoro mam coś do powiedzenia, to powiem to, mimo, ze będę się jąkał. Będę się jąkał, ale to powiem, ponieważ uważam, że mam do tego prawo.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że polscy logopedzi (na pewno nie wszyscy, ale ci, których słychać) rozumieją ten slogan mniej więcej tak: Jak się przestanę jąkać to będę miał głos. Będę się mógł odezwać. Nabiorę takiego prawa. Użyję swojego głosu dopiero i wyłącznie po terapii. Absolutnie nie wcześniej!

 

You are not alone!

To może znaczyć- nie jesteś sam, dużo ludzi się jąka. Nie jesteś znów taki wyjątkowy ze swoją wadą lub w swoim nieszczęściu. Inni dali radę- dasz i ty. Łatwo nie jest, ale nie jesteś sam.

„Polskie tłumaczenie”: Nie jesteś sam! Zaglądnij do internetu- ile fantastycznych ośrodków czeka na ciebie! Wybieraj, gdzie chcesz się leczyć. Nie zostawimy cię jąkaniu na pożarcie. Nauczymy cię mówić. Nie jesteś sam. Masz nas i nasze stuprocentowe metody na jąkanie!

 

Don’t let stuttering stop you!

Znaczy pewnie- nie pozwól, żeby jąkanie cię ograniczało. Nie zatrzymuj się w pracy nad sobą. Nie zatrzymuj się w swoim rozwoju- osobistym, zawodowym, każdym.

Raczej to nie znaczy- nie pozwól, żeby jąkanie cię ograniczało- w tym celu- przestań się jąkać!

 

Don’t talk about us, talk with us.

Don’t be afraid of stuttering.

 

To są światowe trendy. A my jesteśmy sto lat za Murzynami. Nawet za tymi, którzy się nie jąkają.

 

 

Katowice, październik 2013- ciąg dalszy.

Światowe, ogólnopolskie, interdyscyplinarne, specjalistyczne- to duże słowa. Uważam, że nadużywane na tej konferencji.

Odniosłam wrażenie, że osoby jąkające się są traktowane przez organizatorów konferencji – nie jak partnerzy- ale jak pacjenci. Jak materiał do pracy. Owszem, referenci zwracali się głównie- a właściwie wyłącznie- do przyszłych logopedów, ale to nie powód żeby jąkanie traktować jak jednostkę chorobową, bo to nie był szpital tylko konferencja pod hasłem „Świat, który rozumie jąkanie”.

Smutno słuchało mi się wywodów specjalistów. Rozumiałam ich tak:

My logopedzi jesteśmy po to, żeby pacjenta wyleczyć, naprawić, zrobić z niego człowieka. Mamy patent. Wiemy jak. Wyleczymy go i przywrócimy społeczeństwu, bo póki się jąka- niestety- jest bezwartościowy. My wiemy co jest dla jąkających się dobre i nie musimy z nimi tego konsultować.

Ponieważ uczestnicząc w konferencji poczułam się osobiście dotknięta (nikt nie mówi, że jąkały nie są przewrażliwione), zabrałam głos. Moje wystąpienie było ostre, bo też wielki był rozdźwięk pomiędzy moimi wcześniejszymi wyobrażeniami, a zastaną rzeczywistością.

Niestety rozpłakałam się. Rozpłakałam się, bo uświadomiłam sobie, ze tak naprawdę przez ostatnich pięćdziesiąt lat niewiele się zmieniło w podejściu do jąkania. Że polska logopedia mentalnie tkwi w pedagogice  XIX wieku. Że jąkała jest dla ludzi- którzy wszak o jąkaniu wiedzą najwięcej- przedmiotem, nie podmiotem. Jąkałę trzeba odjąkać- koniecznie i na siłę. Jąkała ma ograniczenia, wielu rzeczy przecież nie może. My go odjąkamy i wtedy już będzie mógł.

Tak dzisiaj nie traktuje się ludzi. Człowieka należy postrzegać całościowo. Traktować partnersko, poważnie, tolerancyjnie. Akceptować. I dopiero wtedy pomagać.

Pomagać, prowadzić, ale nie zmieniać na siłę. I czy na pewno trwale? Czy na pewno skutecznie?

W Katowicach dotarło do mnie, że jąkały muszą walczyć o siebie sami. Nikt za nas tego nie zrobi!

Katowice, październik 2013

W ubiegłym roku wybrałam się do Katowic, żeby uczestniczyć- jako słuchacz- w VI Ogólnopolskiej  Konferencji Naukowej pod hasłem „Świat, który rozumie jąkanie”. Organizatorem było m.in. Polskie Towarzystwo Logopedyczne, konferencja odbywała się na Uniwersytecie Śląskim. Słuchaczami byli głownie uczestnicy studiów podyplomowych z logopedii. Logopedia to szeroka dziedzina wiedzy ale tytuł sugerował, ze naukowcy skupią się na jąkaniu. Tak tez i było.

Ja wybrałam się na to wydarzenie jako jąkała zainteresowana światowymi trendami we współczesnej logopedii. Jak to ten „Świat” rozumie jąkanie, co z tego rozumienia przeniesiono już na grunt polski. Jakie jest podejście współczesnego logopedy do problemu jąkania, do człowieka. Za mojego życia sporo się jednak zmieniło. Jąkały wyszły z ukrycia. Widać nas. Chyba nikt normalny już nie kojarzy jąkania z niedorozwojem. Przecież my kończymy studia. Pracujemy. W swojej naiwności sądziłam, mało- byłam pewna, że logopedzi robią nam dobry pijar w społeczeństwie. Są przekonani o naszej wartości, przekonują o niej innych, bronią nas w mediach. Zajmują się jąkałami wiec także na naszą rzecz, na naszą korzyść pracują. Walczą o nas.

No, niestety tak nie jest. Byłam niemile zaskoczona. Poczułam się nawet dotknięta. Ale przede wszystkim- bardzo rozczarowana.

Nie umiem pisać bloga

Nie umiem pisać bloga, ale się nauczę. Wiem dla kogo chcę pisać i wiem o czym. Nie jestem logopedą ani psychologiem. Nie jestem terapeutą. Jestem jąkałą. Ponad czterdzieści lat doświadczenia. Bywało lepiej lub gorzej, łatwiej lub trudniej. Nie wiem czy jąkanie w czymś mi przeszkodziło. Na pewno w niczym mi nie pomogło. Ale mnie nie pokonało. Ja jego – niestety- też nie. I tak sobie żyjemy. Taki toksyczny związek. A może symbioza? Nie wiem.

Znacie marzenia Martina Luthera Kinga- I have a dream that one day…

Ja tez marzę, że nie będę oceniana na podstawie ilości zająknięć. Nie na podstawie tego jak mówię, ale głównie tego- co mówię. Wiele razy to marzenie się spełniło. Ale ja chcę więcej. Chcę, żeby to była reguła. Standard. Codzienność.