Przeglądnęłam internet.

Pod kątem jąkania, oczywiście. Chciałam sprawdzić, czy jak wpiszę „jąkała” to pokaże się mój blog. Nie pokazał się. Przeczytałam ponad dwadzieścia stron. Co znalazłam? Dużo kawałów, jeden wygasły blog, profesjonalny wortal- Demostenes, ze dwa kluby „J”, jeden dobry artykuł – Torunianki, strony- reklamy leczenia jąkania, jeden fajny wywiad z Owsiakiem i Kiersznowskim. W zasadzie- tyle. No i jeszcze filmik. Dziennikarz sportowy przeprowadza wywiad na żywo i jąka się. 2007 rok.  O, Matko! Jaka afera! Setki wyświetleń. No, nie ma tolerancji na jąkanie. Rzeczywiście – zacukał się chłopak. Wyraźny blok, ale potem poszło. Po bloku mówił płynnie. Jak też się tak jąkam. Mówię, mówię, mówię i ryp. Blok. I wszystko jasne. Nic się nie ukryje. To już wiemy- dziennikarz nie może się jąkać. Ani jeden raz! Chociaż, nie! Niektóre komentarze były przychylne, że nic znowu takiego strasznego się nie stało.

Dobiła mnie jedna reklama. Na czerwono wypisane wszystkie możliwe ograniczenia jakie jąkała posiada. Tak, jakby jąkała nie wiedział, jakie posiada ograniczenia. Boże! Nie wpadłabym na to, ze mam aż tyle ograniczeń. Ale okazuje się, ze mam. A jeśli nie mam, to powinnam mieć. Hym. Dziwny sposób perswazji. Myślałam, ze leczenie jąkania wymaga taktu i ludzkiego podejścia terapeuty. Że polega- między innymi- na budowaniu, nadwątlonego jąkaniem, poczucia własnej wartości. A tu – niespodzianka. Jąkałę należy najpierw zabić. A dopiero potem leczyć. Wygląda na to, że poza jąkałami – reszta społeczeństwa, to sami szczęśliwi ludzie. Bez żadnych ograniczeń. No, nie wiem…, nie wiem…

Witam po wakacjach!

Spotkała mnie niemiła sytuacja. Niemiłe sytuacje wytrącają mnie z równowagi. Budzą demony. O! Dobrze powiedziane! BUDZĄ DEMONY.

Byłam u mojego brata, który się nie jąka ale ma inne „zalety”. Odwiedziny były na drugim końcu Polski. Tylko cztery dni. Wiedziałam, że pociąg jest wieczorem. Porę odjazdu zaokrągliłam do 20.30. Ale im bardziej zbliżała się ta pora  – postanowiłam dokładniej przyjrzeć się biletom. Okazało się, że to jednak jedenaście minut wcześniej. Jedenaście minut – duża różnica zwłaszcza, ze była już 19.40. Ostatni dzwonek na wyjście. Idę do pokoju brata i mówię:

– ” Pociąg odchodzi dziewięt…..dzie….dziewięt……dziewięt….dziewiętnaście po ósmej”

Reakcja mojego brata była powalająca:

– „K…., aleś mnie wystraszyła. Dziewięt…. dziewięt…. dziewięt…. myślałem, ze odchodzi o dziewiętnastej! Nie umiesz normalnie mówić! Nie umiesz normalnie powiedzieć? Jak człowiek!

I tak dalej, i tak dalej….generalnie o tym, jak to go bardzo zdenerwowałam.

Cóż – było mi przykro. Nie rozpłakałam się. Nawet odpowiedziałam coś- żeby lepiej słuchał. Musiałam jakoś wybrnąć z sytuacji – było przy tym dwoje jego dzieci. Dużych.

A te demony?

Wiadomo jakie. Dekalog jąkały: jestem beznadziejna, kto mnie będzie słuchał, jąkam się, a mogłabym się przecież nie jąkać, i tak dalej, i tak dalej. Co bym tu nie napisała, nie będzie to nic oryginalnego. Denerwujące jest to, że wiem, ze wiele mogę. Ale, jedna sytuacja i znowu wiem, że nic nie mogę. Huśtawka. No, nic. Odrobię to. Szkoda tylko, ze tyle mojej energii idzie na walkę z demonami. Na walkę zamiast na pracę.