Kwiatki trenera z Mikołowa

Dawid Tomaszewski, przedstawia się jako  trener nowej mowy, absolwent Wyższej Szkoły Pedagogicznej Towarzystwa Przyjaciół Wiedzy w Warszawie, uczeń prof. L. Arutyunian, uczestnik szkoleń NLP (Chodzi o programowanie lingwistyczne, a prościej o sztukę perswazji, czyli wywierania wpływu na ludzi.)

D. Tomaszewski (cytuję) „prowadzi wykłady z zakresu nauki nowej mowy na wielu uczelniach wyższych w Polsce i za granicą. Pokazuje logopedom, jak skutecznie można wyelimonować jąkanie z życia”. „Angażuje się w akcje edukacyjne na temat Nowej Mowy i tematu jąkania. Pisze artykuły do Polskiej Agencji Prasowej PAP, występuje w roli eksperta w programach telewizji publicznej i komercyjnej”. Tworzy muzykę relaksacyjną i ćwiczenia z koncentracji. Prowadzi zajęcia z emisji głosu i poprawy wizerunku.

Czy to aby nie za bogata aktywność jak na absolwenta jednego kierunku niepublicznej uczelni?

Różnorodność podejmowanych działań budzi wątpliwości czy w ślad za ilością podąża też jakość. Normalnie, wykłady na uczelni prowadzą osoby z tytułem doktora, muzykę tworzą muzycy, emisją głosu zajmują się aktorzy, wizerunkiem- specjaliści od PR,  logopedów zaś uczą bardziej wykształceni logopedzi. Boję się więc pytać czego właściwie Pan jest ekspertem po jednym fakultecie?

Dawid Tomaszewski prowadzi działalność gospodarczą, reklamuje ją na dość dobrze, pod względem formy, zorganizowanej stronie, natomiast treści, które tam prezentuje są-  nie z tego świata.

Oto niektóre „kwiatki” ze stron http://www.nowamowa.com/home/index oraz http://www.nowamowa.com/historie/zaplatane-slowa, w oryginalnym zapisie:

  1. Jąkanie to jedna z najbardziej tajemniczych  przypadłości problemów wymowy człowieka.
  2. Jąkanie przez stulecia nabierało mocy – dziwnego zjawiska. W XVIII wieku osoby jąkające były uważane za opętane przez złego ducha.
  3. Jąkanie to nie problem narządów artykulacyjnych (wargi, język) ani oddechowych (płuca), również narządy wytwarzające głos często są sprawne.
  4. Osoby jąkające się myślą i przetwarzają wyrazy bez jąkania.
  5. Problem jąkania nie kończy się jedynie na widocznych objawach, prawdziwe cierpienie rodzi się już z chęcią mówienia, w trakcie trwania a także po zakończeniu wypowiedzi.
  6. Kończą się czasy, gdzie całą nadzieję pokładano w zajęciach z logopedą.
  7. Psycholog chce prowadzić rozmowę, która dla większości jąkających się jest nie do przejścia.
  8. Potrzebujesz zaledwie kilkunastu dni, żeby nauczyć się płynnej mowy pozbawionej zająknięć, obaw, bloków i napięcia.
  9. Pani Profesor Arutyunian opracowała metodę, która odcina osobę od jąkania niczym skalpel.
  10. Przebywanie z osobami jąkającymi się pozwala lepiej zrozumieć w którym kierunku porusza się ludzkość ułatwiając sobie werbalizowanie myśli.
  11. Rodzice jąkających się dzieci najczęściej szukają pomocy u logopedy, ćwiczą trudne głoski, sylaby, wyrazy i zdania.  Niestety ta droga nigdy nie doprowadzi do zwycięstwa nad demonem jąkania. Często jeszcze bardziej pogłębia problem angażując całą rodzinę w ćwiczenia które działają tylko przy powtarzaniu.
  12. Wykorzystywane także dziś stare, niestety mało skuteczne metody na pokonanie jąkanie to: pocieranie języka czosnkiem, mycie naczyń w ciepłej wodzie, chodzenie w czapce, operacje na wędzidełku języka, alkohol na rozluźnienie, mówienie z landrynkami w ustach.

 

I wisienka na torcie: Sukces znanych osób jąkających się często jest związany z dużym wsparciem innych osób.

Jest dokładnie odwrotnie. Każdy, jakikolwiek sukces osoby jąkającej się, jest jej osobistym sukcesem. Jest sukcesem do kwadratu, bo z pokonaniem wielkich- wewnętrznych i zewnętrznych- przeszkód. Jeżeli ktoś taki sukces pomniejsza, to jest- najdelikatniej mówiąc- arogantem.

„Miarą sukcesu nie jest pozycja, jaką osiągnęło się w życiu, ale przeszkody, które się pokonało na tej drodze.”

Booker T. Washington

Można jeszcze dodać i poziom od którego się wyszło. Dla jąkającego się – przeciętna przeciętność, dojście do średniej- to już jest sukces. Z kulą u nogi- ale jestem.

Pan zaistniał na polu jąkania. Dla jąkały to rzeczywiście najprostsze pole działania. Większy sukces odnoszą ci, którzy działają poza „branżą”, którzy potrafili się wpleść, odnaleźć, zaistnieć w normalnym świecie, gdzie jąkanie nikogo nie obchodzi, gdzie to nie jest ani atut, ani temat, ani sukces, ani porażka, a jedynie prywatny problem właściciela jąkania. Czy w normalnym życiu Pan by się znalazł? – mam duże wątpliwości. Można być jednookim bossem wśród ślepców. A wśród dobrze widzących?

Ponadto Światowy Dzień Świadomości Jąkania w Mikołowie obchodzony jest jako Światowy Dzień Walki z Jąkaniem.

Mój komentarz do „złotych myśli” mikołowskiego trenera jest  następujący:

Halo! Tu Ziemia! Tu Ziemia!

Metoda, czy osoba?

Usiłuję sobie przypomnieć, kogo znam, kto wyleczył się z jąkania. Kto się z tym uporał.

1. Znałam Chorwata, Pera, który był w Polsce jako kleryk. Chodziliśmy do tej samej logopedki. Podobno bardzo się jąkał- ja nigdy jego jąkania nie słyszałam. Jak się wyleczył? Zawierzył Bogu, modlił się i został wysłuchany. Taka jest/byłą oficjalna wersja wydarzeń.

2. Znam Chorwatkę- Suzanę, ponoć jąkała się w dzieciństwie, uważa zresztą i tak się przedstawia, że jest jąkającym się logopedą. Ja nigdy jej jąkania nie słyszałam. Jak się wyleczyła?

Wyleczyła się metodą Cvetko Brajovića. Kto to? Ano właśnie! Nie wiem, jakiś serbski logopeda, pewnie już nie żyje. Jego imię nosi  Centrum Logopedyczne w Belgradzie. Ale nie ma go w Wikipedii- ani po chorwacku, ani po angielsku. Widocznie jego sława nie wyszła poza Jugosławię. (Tak, jak sława Lilii Arutyunian nie wyszła poza ZSRR. I Polskę.)  Mam na półce  książkę Brajovića z roku 1981, trzecie wydanie,  331 stron. Dostałam ją na pamiątkę, bo też mnie jego metodą leczono. Roboczo nazywało się to – metoda świadomej specyfikacji- cokolwiek to znaczy. Nie wiem jak ją opisać, żebyście nie myśleli, że sobie żartuję. Niestety nie żartuję. Mało tego- wówczas wierzyłam, ze tak jak Suzana, dzięki swojej wytrwałości i uporowi, i ja nauczę się nie jąkać. Ćwiczyło się tak: samogłoski kreśliło się palcem w powietrzu, równocześnie z zamkniętymi oczami bardzo długo, na jednym wydechu wymawiało się tą samą samogłoskę, przymykając wargi to z jednej, to z drugiej strony. Ta „specyfikacja” to było właśnie przymykanie warg do połowy.

Jak kiedyś opowiadałam to Lucynie- spadła z krzesła ze śmiechu. Owszem- dziś sama sobie się dziwię, jak mogłam tyle godzin (naprawdę mnóstwo!) spędzić na tak bezsensownych działaniach. Metoda miała trzy fazy. Został podręcznik, zeszyt z literami, które tak wytrwale pisałam i pytanie bez odpowiedzi- co właściwie tą Suzanę wyleczyło?

3. Lucynka wyleczyła się van Riperem. Sama.

4. Koleżanka, której wierzę, opowiadała mi, że ma kolegę, który bardzo się jąkał. Ona to pamięta. Co go wyleczyło? Tak wewnętrznie i do końca pogodził się z tym, że jest jąkałą, że przestał się jąkać.

5. Prof. Adamczyk wyleczył się echem.

6. Na koniec hit! Pero Cimbur, chorwacki dziennikarz i pisarz, zmarły w 2002, wyleczył się z jąkania w wieku 50 lat i napisał o tym książkę „Zbogom mucanje. Kako sam svladao govornu manu.” (Żegnaj jąkanie. Jak pokonałem wadę wymowy.) Książkę zamówiłam w tej chwili. Jeżeli mi przyślą – słowo daję, że ją przetłumaczę. Kto go wyleczył? Uwaga! Polski terapeuta Paweł Rotkiewicz. Terapia odbyła się w Dubrowniku. Konia z rzędem temu, kto wie, kto to był Paweł Rotkiewicz. Ja nie wiem. Nigdzie go nie znalazłam, w sensie wiadomości o nim.  Czy ktoś- mam na myśli starsze pokolenie- słyszał o Pawle Rotkiewiczu?

Reasumując. Nie znam dwóch osób, które wyleczyły się z jąkania tą samą metodą. Czyli- co/kto tak naprawdę leczy: metoda terapeutyczna, czy osoba terapeuty?

Dziesięć tysięcy wejść

Przez rok mój blog miał dziesięć tysięcy odwiedzin. Zbliżam się już do tej magicznej liczby.  Dużo- mało to pojęcie względne. Jak na niszowy temat to dużo.

Ponieważ interesuję się obecnie blogami polecam link stworzony przez dr Emanuela Kulczyckiego prezentujący blogi naukowe.

http://ekulczycki.pl/warsztat_badacza/katalog-blogow-naukowych/

Blogi są wspaniałe, profesjonalne, mądre i zebrane w jednym miejscu. Dla każdego coś dobrego. Ja chylę czoła przed tak niesamowitymi ludźmi, którzy dużo wiedzą i którym dużo się chce. Blogerzy- naukowcy odpowiadali na pytania o korzyści (naukowe, środowiskowe, osobiste, finansowe) płynące z blogowania. Przytoczę zdanie Michała Łaszczyka, pod którym chętnie się podpisuję: „Nie dostrzegam za wiele korzyści. Poczucie, że robi się coś dobrego, odrobina zabawy, sposób spędzania wolnego czasu, czasami jakiś miły mail znaleziony na poczcie”.

Natomiast rady dla początkujących blogerów są następujące:

Michał Łaszczyk: „Nastawić się na pisanie dla siebie. Pisać o tym, o czym nikt nie pisze”.

Jan Łukasz Górski: „Dobrze byłoby zdecydować się na główną tematykę bloga oraz obrać ją tak, aby później nie była to rzeczywistość klaustrofobiczna zarówno dla autora jak i dla czytelnika”.

Cóż, jąkanie jest klaustrofobiczne samo w sobie.

Prezentowane blogi mają około dziesięciu tysięcy wejść na miesiąc. Autorzy zgodnie twierdzą, że pieniędzy z tego nie ma żadnych. Dlatego ja- mając ten problem na zawsze z głowy- skupiam się na jakości i na trwaniu. Przynajmniej jeden wpis na miesiąc.  Czytelnicy raczej stali. Jeżeli nowi, to nieprzypadkowi.

Jan Łukasz Górski: „Przygotowanie krótkiego artykułu na blog stanowi rodzaj intelektualnego dryfowania w określonym kierunku. Notka powinna stanowić logiczną całość, w związku z tym, jej autor musi sam stworzyć i udokumentować swój tok myślenia zanim udostępni go dla innych”.

To prawda. Nic nie robi się samo. Ale pisanie to proces myślenia i porządkowanie myśli. Dlatego daje satysfakcję.

Miło, jeśli nie tylko piszącemu.

 

Urodziny mojego bloga

Mój blog ma rok. Polubiłam go i nie znudził mi się. Wracam myślami do początku. Pomysł- co śmieszne- nie był mój. Blog- co jeszcze bardziej śmieszne- miał być sposobem na dodatkowe pieniądze. Wszak dobrze piszę, a to jedna z nielicznych działalności w których jąkanie nie przeszkadza. Najśmieszniejsze jednak jest to, że kiedy blog powstał pomysłodawca był przerażony: „Co ty robisz! Miałaś pisać o jąkaniu. Nie o sobie!”

Teraz wiem, że to nie był przypadek. Przypadki są tylko w gramatyce. Miałam trochę materiałów, odłożony pomysł na książkę i stan niezdecydowania. Zbliżałam się do tematu jąkania, co kończyło się bólem i ogólnym rozbiciem i oddalałam się od niego. To z kolei rodziło żal i poczucie braku, zaniechania. Jakbym stała przed ciemnym pokojem. Wchodzić, nie wchodzić? Ale po co? A, dlaczego nie?

Duże, negatywne wrażenie zrobiła na mnie konferencja w październiku 2013, „Świat, który rozumie jąkanie”. To był mocny strzał. Byłam świadkiem podziału ludzi na ludzi i jąkający się materiał. Poczułam się odczłowieczona. Nie, tak nie może być. Ja swoje ograniczenia dobrze znam. Nikt jednak nie będzie mnie spychał w przepaść, tylko dlatego, że szybciej mówi! Jąkała to też jest człowiek.

Tak więc weszłam do ciemnego pokoju z napisem: Jąkanie. Ale- paradoksalnie- otacza mnie jąkanie coraz bardziej oswojone. Coraz mniej się go boję.

Dziękuję wszystkim komentatorom- współtwórcom bloga. Dzięki Wam blog żyje. Oraz wszystkim anonimowym Czytelnikom za życzliwe zainteresowanie.

Sobie życzę, żebym za rok- jak teraz- szybko i bez wysiłku, świętowała drugie blogowe urodziny. Bez wysiłku to znaczy, że czas poświęcony na bloga przynosi więcej przyjemności niż trudu. Dopóki tak jest- jest dobrze.

Zamiast tortu dla Was zdjęcia Podgórza, miasta, które w lipcu 1915 roku połączyło się z Krakowem. Obchodzimy więc 100. lecie tego wydarzenia. Podgórze- miasto liniowe, miasto ogrodów, miasto amerykańskie. Z czasem- miasto oszukane. Obecnie wstaje z kolan.

Kościół św. Józefa, Jan Sas- Zubrzycki.

Kościół św. Józefa, Jan Sas- Zubrzycki.

Willa Maria, Józef Kryłowski.

Willa Maria, Józef Kryłowski.

„Zaburzenia płynności mowy”

Serdecznie dziękuję dr Katarzynie Węsierskiej za podarowanie mi książki „Zaburzenia płynności mowy. Teoria i praktyka.” T.1

http://www.komlogo.pl/index.php/pliki-do-pobrania/category/4-ksiazki

Tak oto znalazłam się w książce. Dzięki jąkaniu. Jestem ważna, bo się jąkam. Nie o takiej karierze marzyłam, ale- dobra. Lepsza taka- niż żadna. Z wady zrobić zaletę. Słabość przekuć w siłę. Hym. Z jąkania da się zrobić siłę wyłącznie na polu jąkania. W innych dziedzinach- niestety- jąkanie to słabość i przeszkoda, i tyle.

Książkę przeglądnęłam, ale przeczytam. Najbardziej zainteresowała mnie moja w niej osoba, następnie opracowania z dziedziny komunikacji, jąkania, zadania narzucone sobie przez logopedów, sytuacja społeczne osób jąkających się. Z językowego punktu widzenia „Swoiste zjawiska językowe…”. To prawda- jąkała, żeby się „wygadać” zrobi wiele- min, ruchów ciałem i świadomych błędów językowych, byle jakoś posuwać się z wypowiedzią do przodu. Tu może, raz na zawsze, odczepię się od logopedów- polonistów. Jeśli filologia polska ma być początkiem drogi, niech już będzie- początkiem drogi. Od czegoś trzeba zacząć. Do tej pory był to dla mnie zgrzyt. Również dlatego, ze sama jestem filologiem. Nawet obszerniejszym, bo nie tylko polskim, ale słowiańskim. Przesadziłam. Słowiańskim. Nie polskim. Filologu, lecz się sam!

Bardzo mnie cieszy, że logopedzi stawiają sobie ambitne cele. Ale innej drogi nie ma. Chcecie pomóc, musicie być lepsi od nas. Dużo lepsi. W sensie- nie, że lepiej mówić. Więcej wiedzieć! Od Was, od Waszej wiedzy, zdolności, zależy jakość naszego życia. Zajmijcie się dziećmi, bo lata szkoły, sytuacja szkolna, to codzienne, konsekwentne, długoletnie utrwalanie jąkania. Setki, tysiące razy mózg dziecka dostaje sygnał- wszyscy mogą, a ja nie. Szkołę opuszcza gotowa, uformowana, utrwalona jąkała. Ze wszystkimi tego stanu i poczucia konsekwencjami. Czy coś można z tym zrobić? Ja nie wiem. A’ propos książek. Jest książka Anny Szerszeńskiej „Jąkanie to nie wyrok. Poradnik dla rodziców dzieci jąkających się”- dobra, krótka, przejrzysta. W Krakowie są dwa egzemplarze. Według mojej bibliotekarskiej wiedzy- dwa, ale w jednym miejscu. W bibliotece UP na Wydziale Pedagogicznym. Dwa egzemplarze w dużym mieście, które jest wylęgarnią nauczycieli, logopedów, pedagogów. A powinien być w każdej szkole, w każdym przedszkolu. ( A, przepraszam są jeszcze dwa egz. w BJ. Razem cztery na 750 tys. mieszkańców.)

Logopedzi muszą być profesjonalistami. Takie czasy. Ja też byłam bibliotekarką karteczkową, a teraz jestem bibliotekarką internetową. A to nie jest mała, to jest ogromna różnica! Czy to, czego nauczyłam się na studiach podyplomowych dwadzieścia lat temu jest dzisiaj aktualne? Nie, nie jest. Dzisiaj to już historia. Dzisiaj opieram się na studiach podyplomowych sprzed dwóch lat, nie sprzed dwudziestu.

„Jeśli ktoś chce się jąkać, pozwólmy mu to czynić”. prof. Bogdan Adamczyk

Wiadomo, że jest to skrót myślowy. Wiadomo, że wizja siebie bez balastu jąkania jest naszym największym marzeniem. Ale w imię czego ja mam wiecznie zarzynać się, żeby jeszcze mniej się jąkać? A może ja nie mam już na to siły, albo ochoty? Niech teraz reszta świata popracuje nad sobą, żeby czuć się dobrze w moim jąkającym się towarzystwie. Jeżeli ma taką potrzebę, oczywiście.

Z biegiem lat, z tokiem terapii wiem, że drugiego dzieciństwa nie będzie. Drugiego życia nie będzie. Byłam, jestem i będę jąkałą.

Uczenie się nowej mowy do mnie nie przemawia. Zwłaszcza wszechobecni w mediach trenerzy z Mikołowa- owszem, fascynują mnie. Tyle, że nie pozytywnie.

Van Ripera też jakoś nie mogę wcielić w życie. Pytam w sklepie: „Gggggggg, gdzigdsigdzieeegdzie jest….” I przez kilkanaście (kilka?) sekund bloku mam w głowie kołowrotek: „Czemuż, sieroto, znowu się jąkasz? Czy nie mogłabyś się po prostu nie jąkać? Dlaczego nie wybrałaś innego wyrazu? Nie nastawiłaś się pozytywnie? Nie zaakceptowałaś faktu jąkania? Kiedy zaakceptujesz, że się jąkasz, żeby sobie pomóc? Po co wchodzisz w swoją znienawidzoną rolę? Dlaczego nie otworzysz oczu? Właśnie! Otwórz te oczy!!! Miałaś ćwiczyć! Van Riper mówi, że podczas bloku oczy mają być szeroko otwarte! Miałaś to ćwiczyć! Minęły cztery lata, a twoje oczy dalej są szeroko zamknięte, Niereformowańcu Jeden Obrzydliwy!”

… barszcz w kartonie”?

Chłopak był w porządku. Twarz mu nie drgnęła. Nawet się nie skrzywił. Nie wiedział jedynie, gdzie jest barszcz w kartonie.

Jeszcze raz, Pani Kasiu, dziękuję za książkę! Na moich oczach polska logopedia się zmienia. Żywo podąża w dobrym- światowym- kierunku. Super! Dla mnie logopedią jest- i zawsze będzie, część tej nauki- wyłącznie ten kawałek, który zajmuje się jąkaniem, czyli to, co w podręcznikach do logopedii zajmuje całą jedną stronę.

Nie odmówię sobie- cudownej anegdoty- dotyczącej właśnie wykształcenia trenerów, logopedów, nauczycieli, terapeutów. Moja koleżanka Ola, pracuje w szkole- ośrodku dla dzieci upośledzonych w stopniu… jakimś tam. Uczy dzieci – liter, kształtów, kolorów- taka łopatologia stosowana. Ale Ola robi to dobrze, z sercem. Jest osobą wykształconą, kursy, studia podyplomowe, słowem- specjalista pełną gębą. Jednak- postronny obserwator- doświadcza, że Ola zna litery, cyfry, kształty i kolory, i jeszcze potrafi grać w gry planszowe. Wielkie mi halo, nieprawdaż? Więc pewnego razu, pewna mama, na rozpaczliwe prośby mojej koleżanki, żeby jednak cokolwiek popracowała z córką w domu, wyznała: „Pani Olu! Ja od Krysi wiele nie wymagam. Nie mam do niej żadnych wysokich oczekiwań. Ja bym chciała, żeby Krysia nauczyła się czytać i pisać, tak jak pani. I, żeby uczyła takie dzieci- tak jak pani- czytać i pisać. I to Krysi zupełnie wystarczy, będzie taką nauczycielką, jak pani”.

Wprawdzie Ola od piętnastu lat powtarza, że to nie było tak, ale ja wiem, że tak było! I zaśmiewam się z tego latami.

Ja też- już dawno- pogodziłam się z opinią, że moja praca to ściągnięcie książki z półki i ewentualnie- postawienie jej tam z powrotem.

Ok. To chodźmy się uczyć! Na pewno ktoś to doceni.