Jeszcze o konferencji

Chcę przypomnieć sobie wypowiedzi Prelegentek, które zrobiły na mnie wrażenie. Może i dla Was staną się czymś ważnym.

Słowo ma wielką moc!

Terapię dobiera się do dziecka. Do dziecka i do rodzica. Jednocześnie należy zatrzymać przerażenie, wstyd, a pewnie i rozpacz rodziców. Przełamać tabu bez negatywnych emocji. Nagle może pojawić się dużo jąkania, bo dziecko zaczyna dużo mówić. Lub po prostu przestaje milczeć.

Działania terapeutyczne trzeba rozciągnąć na rodzinę, nauczycieli i środowisko. Terapia pośrednia jest obowiązkowa. Terapia bezpośrednia- nie zawsze konieczna. // Prawda- ja ćwiczyłam z panią Basią i z echokorektorem. Nikt więcej nie był w to działanie zamieszany. Może jeszcze lustro. Ja się jąkałam, więc ja ćwiczyłam, żeby przestać się jąkać. Reszta towarzystwa nie musiała zawracać sobie tym głowy. Jak ktoś jest chory – idzie do lekarza. Chory idzie, nie cały korowód. Czyż, nie?

Relacja logopeda-rodzic ma być partnerska. Rodzic musi poczuć się mocny. Też jest ekspertem, jeśli chodzi o swoje osobiste dziecko. // Miło mieć mocnego rodzica. Mocnego spokojem.

Rodzaje dzieci: towarzyskie, wycofane, osobne, bierne. Rodzaje rodziców: kierownik, zabawiacz, poganiacz, bierny obserwator, wyręczyciel, klakier. (Tyle zapisałam). Rodzic powinien kierować uwagę na dziecko. Dostrajać się do niego. „Do rozmowy trzeba dwojga”. // Moja mam mówiła do mnie przeważnie z zamkniętymi oczami. Żeby się nie rozpraszać i nie zgubić swojej myśli przewodniej. Mówiła, mówiła, kończyła, odwracała się i wychodziła. Chyba, że o czymś zapomniała, wtedy wracała i mówiła dalej. Ma tak, zresztą, do dzisiaj, ale dzisiaj traktuję jej zachowanie z duża dawką pobłażliwości, taki rodzinny folklor.

Natomiast doświadczenie, które boli, to zachowanie mojego ojca, który, kiedy był na mnie wściekły, zadawał pytanie w ten sposób:

„Pytam się ciebie, dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego to zrobiłaś, pytam się ciebie! No, pytam się? Zadałem ci pytanie, bo jestem baaardzo ciekawy, dlaczego to zrobiłaś. Głucha jesteś? No, dlaczego? Dlaczego? Nie możesz odpowiedzieć? No, słucham. Słucham. Słucham. SŁUCHAM! Odpowiedz. Proszę bardzo, słucham. Pytam cię po raz piąty. Więcej pytał nie będę. Pytam się ciebieee! Nic mi nie masz do powiedzenia?”. I tak w koło Macieju, przez pięć minut, dla mnie wieczność.

W pytaniu mojego taty, między słowami, nie było przerw. No, to już wiecie, jak wytłumaczyć dzieciom, co to jest pytanie retoryczne. Gdyby jakaś niewidzialna ręka wstrząsnęła wtedy ojcem mocno, żeby się zatrzymał, mówiąc prościej-zamknął, pewnie mogłabym wtedy odpowiedzieć. Ale ręki nie było. Moja była za słaba, a ojciec przecież na odpowiedź nie czekał. Ja nie miałam możliwości wcisnąć się między potok słów. A z jąkaniem- najmniejszej. Nie miałam cienia szansy na wypowiedź. Więc, nawet nie próbowałam, nawet nie otwierałam ust.

Do dziś ojciec jest nie do przegadania. Jak nie ma argumentów, a zwykle ich nie ma, knebluje od razu dyskusję stwierdzeniem typu: „Jesteś opętana, nie jesteś patriotką, nie kochasz Pana Boga”. Ojojoj! Tłumacz teraz ojcu, że nie jesteś opętana, czujesz się patriotką, a Panu Bogu nie zamierzasz robić krzywdy. A właściwie, to o czym mówimy? Uf! Też folklor, ale taki- mało zabawny.

Superpłynność jako cel– nie jest realna. Walka z jąkaniem, nasila jąkanie. Nie należy koncentrować się na trudnościach. W dziecku trzeba szukać zasobów, nie braków. Pracować na pozytywach. Zmiana, nawet niewielka, jest ważna, powoduje kolejną zmianę, i kolejną…

Należy stosować pochwałę– jako wzmocnienie pozytywne. W USA i Australii w stosunku 5:1 (pięć pochwał na jedno zwrócenie uwagi), w Polsce w stosunku 10:1 (Predyspozycje kulturowe. Po pierwsze- nie chwalić!).

Wolno się jąkać. Wolno się jąkać, aż do przezwyciężenia jąkania. Aż do jąkania spokojnego.

Terapii nie należy ciągnąć w nieskończoność. // Ale to już decyzja terapeuty.

 

Moja jąkająca się koleżanka wyjechała do Stanów po maturze (połowa lat 80.), miała w Bostonie ciocię. Ponieważ chciała mi pomóc, a chodziła tam na terapię, przysłała dwie własnoręcznie zapisane strony z podobnymi tezami.

Zupełnie to wtedy do mnie nie przemawiało. W nosie miałam takie rady. „Wolno się jąkać”, „wolno się jąkać”… Może i wolno, ale ja nie chcę!!! Lepiej mi będzie bez jąkania. Cud, różowa pigułka, wszystko jedno, co. Cokolwiek. Wszystko, byle nie jąkanie. Amerykanie jedni! Tacy mądrzy, a lekarstwa na jąkanie nie wynaleźli!

Pamiętam siebie nad tą kartką. To było coś, jak zegarek, dla tych ze Wschodu, w ’45.

Ciekawe, ale nie przydatne. Można popatrzeć i … schować.

Rozumiem popularność „stuprocentowych” metod leczenia jąkania w Polsce. Dać jąkającemu wybór jąkać się inaczej lub nie jąkać się wcale, to jakby pytać: wolisz iść do Nieba, czy do Piekła?

Wiadomo, że do Nieba!

No, to Arutjunian.

Przeczytane, podsłuchane…

Na razie będzie wstęp. Jest sobota. Spałam dwanaście godzin. W dzieciństwie mieszkałam w okolicach dworca towarowego i tam była taka rampa, razem z torami tworzyła perspektywiczne zamknięcie. Linie zjeżdżały się w jeden punkt, a na końcu jeszcze, w poprzek, stał budynek. Przedstawiało to jakiś koniec. Koniec świata? Co jest dalej, za tym końcem? Pojęcie nieskończoności w dzieciństwie mnie przerażało. Miałam wtedy fazę myślenia o śmierci- bałam się jej, przekraczała możliwości mojego rozumienia. -„Mamo, co jest po śmierci”? – „Nic”. – „Nieee, coś musi być”. – „Wieczność jest”. – „A kiedy ta wieczność się kończy?” – „Nigdy” .- „Nigdy”? – „Nigdy”.- „No, a potem co jest”? – „Nic. Zjadłaś w końcu tą zupę?!!”- „Nie. Nie mogę już”.

Myślę o tym, bo całe życie miałam wakacje, a teraz nie mam. Wszystkie swoje sprawy zostawiałam na wakacje właśnie, na ferie i wielodniowe święta. Teraz wszystkie swoje sprawy powinnam wcisnąć w ośmiogodzinny dzień pracy. Przyznam, że mi to nie wychodzi. Z porannym ogarnięciem się, dojazdem i zakupami znika mi z dnia jedenaście godzin. A gdzie czas na resztę rzeczy? Nigdzie. Weekend jest na odespanie oraz doprowadzenie siebie, mieszkania, szaf i lodówki do stanu, żeby w kolejnym tygodniu nie zginąć. A, co jest po tym miesiącu? Następny miesiąc. A po roku? No, następny. I tak w kółko. Chyba mnie to przeraża…

Rozumiem teraz frustrację pracującej reszty społeczeństwa na narzekania nauczycieli. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Normalne. Ale ilość wolnych dni w szkole jest nie do przecenienia.

Podsłuchane: Jadę wczoraj autobusem i wsiadają dwie fajne, zadbane babcie. Rozmawiają. Nagle jedna pyta, a co z twoim synem? Okazało się, że trzydziestotrzylatek  nie pracuje. Nie wychodzi z domu, ma problem społeczny, boi się. Pani ma w domu duże dziecko. Pracował pięć lat, zmienił się szef, zaczęły się kłopoty żołądkowe, choroby, skończyło się na psychiatrii. Koniec.

Ja też pamiętam podobną sytuację, sprzed dwudziestu lat. Dziewczyna po biologii, z nauczycielskiej rodziny, wychuchana jedynaczka, mądra, energiczna, zapalona do pracy, młodzież ją uwielbiała. Ale dyrektorki nie. Była za dobra. Oczekiwała pochwał, dostawała same pretensje. Słyszałam ją kiedyś jak płakała w toalecie. Nie chciała rozmawiać. Gasła, aż zgasła. Po roku wróciła, na chwilę, żeby dopracować do renty. Na prochach, gruba, nalana, nieobecna. Koniec.

W kontekście tego, my jednak jesteśmy twardzi. Pracujemy, radzimy sobie. Na zjeździe w tym roku byłam z Was/z Nas dumna.

Na Nocnych Jotów Rozmowach jeden chłopak powiedział: „Jąkanie zmieniło moje życie o sto osiemdziesiąt stopni”. (Rozumiem, że na gorsze.)

Poniekąd tak. Na pewno lepiej być młodym, pięknym, zdrowym i bogatym, i się nie jąkać.

Ci, których opisałam – nie jąkali się.

Przeczytane: (Bez komentarza.)

– Nigdy nie miałem o sobie dobrego zdania. Depresja zaatakowała mnie po raz pierwszy, gdy poszedłem na studia. Nie miałem powodu, by czuć się nieszczęśliwy. Nauka szła mi nieźle, ale z jakiegoś powodu nie mogłem poczuć prawdziwego szczęścia. Długimi godzinami nie wychodziłem z pokoju. Leżałem w łóżku bez sił, by wstać. Potem poznałem Peach, pobraliśmy się. I znów: wszystko się nam układało, a ja dalej czułem się nieszczęśliwy. Zwyciężało we mnie poczucie beznadziei, ale już nie mogłem nie wychodzić z pokoju, więc skończyłem medycynę. Zostałem patologiem. W pracy szło mi dobrze, ale moja osobista patologia pogłębiała się coraz bardziej. Któregoś dnia usiadłem na kanapie i wyciągnąłem z szuflady pistolet.

Pomogła ci wspinaczka.

– Zetknąłem się z nią przypadkiem i odkryłem, że poczucie bólu fizycznego jest mocniejsze niż psychicznego. W końcu czułem też satysfakcję z tego, co robię. Mogłem udowodnić sobie, że jestem coś wart. Od początku wiedziałem, że to coś ważnego, bo żeby w ogóle zacząć się wspinać, musiałem pokonać lęk wysokości. Samo to sprawiło, że byłem z siebie zadowolony. W końcu. Wspinaczka skałkowa wciągnęła mnie, definiowałem się przez to, co mi dawała.

Wydawało mi się, że to ważne również dla innych, tylko że to była nieprawda. Doświadczenia, najpierw w skale, potem w górach, zapełniały tę czarną dziurę, która była we mnie. Tylko tam, wysoko, czułem ulgę. Depresja znikała, ale kiedy wracałem do domu, znów się pojawiała. Jestem wdzięczny górom, bo bez nich chyba bym nie przeżył.

Z Beckiem Weathersem, autorem książki „Everest. Na pewną śmierć”, rozmawia Dominik Szczepański.

Dla chętnych:

A oto plon mojego wczorajszego wieczoru. Tylko nie mówcie, że to te same piosenki.

They are completely different!

Ostatni link przedstawia Dianę. Co prawda, oprócz oczu, wszystko ma perfekcyjne. Jakie wzbudza uczucia? Żal, współczucie, podziw, zazdrość, coś pomiędzy, wszystko naraz? Mówi o sobie: я все вижу!

a” przed https:// dodałam, żeby nie było zbyt kolorowo; Bez „a” otwierało się samo.

ahttps://www.youtube.com/watch?v=pdoW2P049S0

ahttps://www.youtube.com/watch?v=VWJhR9gbV78

ahttps://www.youtube.com/watch?v=vnlT0ZhPBac

 

 

Pożywka dla jąkania

Tak parafrazuję tytuł (połowę tytułu!) wykładu Lucynki: „Jąkanie w odniesieniu do rozwojowych potrzeb psychologicznych (…)”.

Dlaczego jeden przeżywa jąkanie bardziej, drugi mniej? Moja teoria głosi, że kto został w dzieciństwie odepchnięty (w swoim przekonaniu), ten później sam ustawia się na bocznym torze życia. Więcej, uważam, że nie wykształcenie a inteligencja emocjonalna decyduje o szczęściu i powodzeniu jednostki. Szczęśliwe dzieciństwo to baza, siła, punkt odniesienia. Jeżeli go nie było- nie ma się kotwicy, osadzenia. Byle co zwala z nóg. Nie ma się oparcia w sobie. Człowiek musi mieć oparcie w sobie. Tyle ja.

Natomiast Lucynka- w swoim wystąpieniu- przeszła przez kolejne fazy wczesnego dzieciństwa. Jeżeli czegoś nie dostałeś o czasie- straciłeś. Jeżeli na ten brak nałożyło się jąkanie, straciłeś podwójnie.

Jąkanie to jest część funkcjonowania danego człowieka. Składamy się z zalet i wad, z mocnych i słabych stron.

Dziecko potrzebuje rodzica, który jest empatyczny, otwarty, do dyspozycji, przydatny, przejrzysty, jasny, bez zatrważających masek. Kto z nas miał takiego rodzica, lub takim rodzicem jest! Nie szkodzi, rodzic ma być wystarczająco dobry, ponieważ dziecku potrzebny jest do rozwoju pewien poziom frustracji. Najpewniej nikt nie wychodzi z dzieciństwa bez rysy na psychice, jeżeli na daną rysę- czyli deficyt rozwojowy- nałoży się jąkanie jako dodatkowa komplikacja- problem rośnie.

Dzieci należy więc zaspokoić, dorosły- musi odżałować, drugi raz dzieckiem nie będzie.

Jeżeli niemowlę doświadczyło symbiozy z matką, bezpieczeństwa- wykształciło w sobie taką cechę- samokojenie. To jest chyba to oparcie w sobie. Jeśli nie doświadczyło, to może siebie później nie lubi? „Separacja indywidualna”- czas, kiedy maluch odkrywa, że mama i on to jednak nie jest jedno ciało. Więc kiedy Żywy Organizm odchodzi ratuje się misiem lub kocykiem. Doświadcza, że nie wszystko może zrobić, nie wszystko może mieć- poczucie własnej wartości (ile może!), doświadcza porażki, rozczarowania (św. Mikołaj nie istnieje!) Po skomplikowanych dywagacjach, których niestety nie potrafię powtórzyć, chodziło chyba o to, żeby dziecko nie doszło do wniosku, że między doskonałością, a bezwartościowością nie ma nic: „Jestem niczym/nikim, jeśli nie jestem doskonały”. I dalej: „Jąkam się, więc nie mogę pokazać na co mnie stać. Nie podejmuję wyzwań. Tylko mówiąc płynnie mógłbym się zrealizować”. Jeszcze dalej: „Gdybym się nie jąkał, czekały by mnie same sukcesy”!

Należy działać tak, żeby jąkający się traktował swoje jąkanie jako chwilową niepłynność, nie rozciągnął go na całą swoją osobowość. Nie przykrył się nim. Nie odgrodził.

Mam nadzieję, że niczego nie pokręciłam. Wykład mnie poruszył. Oczywiście, doszukałam się u siebie prawie każdego „braku” ze wszystkich faz dzieciństwa. Ja bardzo mocno przeżywałam swoje jąkanie. Na tym zjeździe dotarło do mnie, że może nawet mocniej niż inni. Może zbyt mocno. Owszem dodałam jąkaniu wiele znaczeń. Byłam dla jąkania dobrą pożywką .

 

Tania

W ten sposób dziękuję Tatianie za obecność na blogu. Za mądre wpisy. Za porozumienie dusz. Za to, że blog- monolog przekształciła w blog- dialog. Wszystkie Wasze komentarze go przekształcały, ale Tania pochylała się nad każdym wpisem. Tania wyszła z konferencji z emocjami – 10 w skali Beauforta: „Zawsze tak czułam, ale wreszcie to usłyszałam! Usłyszałam potwierdzenie tego, że wbrew obiegowym poglądom, myślałam prawidłowo”.

Zadziało się! Jest jakiś zwrot, istotny moment.

Radek wyznał, że nie ma już dawnego zapału do prowadzenia portalu demostenes.eu. Temat mu spowszedniał, przestał być dla niego priorytetem.

Tania  zamierza zmienić kierunek zainteresowań, odsunąć się od jąkania. Jest tyle innych, ciekawych tematów… . Ten temat sobie już poukładała.

Ja, co napisałam- napisałam. Dzisiaj już nie wykrzesałabym z siebie tamtych emocji. Chwilami  pisałam przecież  łzami, potem i krwią. Całą sobą. Całym wnętrzem.

Przegadałyśmy, przetrawiłyśmy, ułożyło się …

„Każdy smutek można znieść, jeśli opowie się o nim historię”.

P1030141

Tania i Ja.

Konferencja w pigułce

Program toruńskiej konferencji zostawiam na pasku, do kolejnego wydarzenia. Chcę opisać swoje wrażenia. To nie była konferencja na której się śpi- o nie!

Obalone zostały teorie, że z dzieckiem nie należy rozmawiać o jąkaniu. Znane motto- jąkanie rodzi się w uszach matki-  straciło moc. Dziecka, które zaczęło się jąkać, nie bierze się na przeczekanie, można i należy mu pomóc, ale trzeba wiedzieć jak. Od lat 80. wdraża się metody bezpośrednie, rozmawia się z dzieckiem o jąkaniu, bierze się pod opiekę rodziców- RODZINĘ! (A to, akurat- zdaje się- metody pośrednie.) Dziecko nie zostaje z problemem samo, wychodzą z niego emocje, nie zapada się w sobie, umacnia się. Ma szansę- w przyszłości-  nie demonizować jąkania, czuć się pełnoprawnym członkiem społeczeństwa.

Pierwszy raz łagodniej pomyślałam o mojej mamie. Ona, na placu boju, została z moim jąkaniem sama. Na pewno była przerażona. W  rodzinie nikt nigdy się nie jąkał. Żaden znajomy. Nikt. Wstydziła się tego. Wstydziłyśmy się obie.  Pewnie była na mnie wściekła- ona tak się stara, a ja zepsułam jej całą robotę. Takim dzieckiem trudno się pochwalić. Pięknie się odwdzięczyłam- nie ma co! Jąkanie! Czym to się je?

Zostały przedstawione (dogłębnie omówione!) podejścia stosowane na świecie. Wspólna dla nich jest jakość opieki (mówimy o dzieciach!), kompetencje logopedy- terapeuty, relacja partnerska z dzieckiem i rodziną, łączenie sił.

Kasia opowiadała jak zaskoczył ją kiedyś turnus terapeutyczny zagranicą. Wszyscy się jąkali, a nikt się jąkaniem specjalnie nie zajmował. Były zadania do pokonania- niełatwe! Dzieciom kształtowano poczucie siły i sprawstwa:  „Dobra, jąkam się, ale potrafię wejść na drzewo, wygrać konkurs i biegam szybciej od innych”. Mam słabą stronę –  mam też mocne. Nie- „Jąkam się, więc…” ; „Jąkam się, ale…” Kasia pojechała na kurs- turnus z zeszytem i długopisem, a musiała walczyć ze swoim dorosłym ciałem. Dzieci dodawały jej otuchy: „Kasia, jeszcze trochę. Wytrzymaj! Dasz raaaadę!”  Nastolatki były wyraźnie lepsze- a to zawsze buduje.

Kiedy ja w dzieciństwie byłam lepsza? Bo, gorsza- zawsze.

Podoba mi się to, że terapeuci „jąkają się” z małym dzieckiem. Powtarzają sylaby, robią różne zamierzone i kontrolowane ćwiczenia. Akceptują. Oswajają. Odczulają.

Jako dziecko miałam wrażenie, że logopeda to daleki, niedościgniony wzór. Pięknie mówi, ale ja go nigdy nie dogonię. Nigdy mu/jej nie dorównam. Z definicji byłam gorsza. „Złotousta” i „Jąkała” – nierówne szanse. Czy taka jednostronna relacja mogła podnosić poczucie własnej wartości? Logopedzie- na pewno!

Ciąg dalszy nastąpi.

Przełom

Kochani!

Już po zjeździe. Przyjechałam bardzo zadowolona. Dużo myśli i same pozytywne.

Pierwszy raz nie padło słowo: Arutiunian. Prelegentki – wykształcone, będące w kontakcie ze światem, władające językami, współpracujące z czołowymi ośrodkami nauki, nieustannie zainteresowane pogłębianiem własnej wiedzy i praktyki. Przekonane do swoich racji, pełne entuzjazmu. Otwarte głowy, szerokie horyzonty. Pełen profesjonalizm. Przenoszą światowe osiągnięcia logopedii na polski grunt. Tłumaczą książki. Stoją za nami murem. Są z nami, nie obok nas. Dziękujemy Wam, Dziewczyny!

Rewolucja już się dokonała. Szczęśliwie Filologia Polska zajęła się literaturą i gramatyką, a ludzie od terapii jąkania- nami. Teraz będzie tylko lepiej! Jaśniej, mądrzej, lżej, normalniej. Milej. A ufam, że efektywniej. Ja wierzę w moc wzmocnienia pozytywnego. Czyli, nie zabić i stworzyć na nowo, tylko wzmacniać to, co już żyje. Nie każdy ma naturę radzieckiego człowieka, nie każdy więc przetrzyma radzieckie metody.

Na tej konferencji czułam się podmiotem, nie przedmiotem. Super!

Zjazd również był optymistyczny. Pokazał, że dużo zrobiliśmy, dla siebie, w temacie jąkania i idziemy do przodu. I jako grupa, i każdy sam. Pierwszy raz z tej „imprezy” wyjechałam umocniona, nie rozbita. Podobało mi się nasze zaangażowanie, świadome uczestnictwo w przygotowanych warsztatach.  Pani psycholog dr Jolanta Jaworska, tak prowadziła spotkanie, żeby nas jednorazowo nie rozwalić. Nie tylko przed balem, ale i na kolejne pół roku. I to się jej udało! Tak jak i cały zjazd.

Szacun dla Organizatorów!                (A, jakie pyszne było jedzonko! Mniam!)

Tak- otrzaskałam się z jąkaniem. Pogodziłam, zaprzyjaźniłam… Ja wiem? Ile można płakać nad rozlanym mlekiem? Pomogło mi „Nowe”, które przyszło z Kasią Węsierską- jej zapał, odwaga, opowieści ze świata i traktowanie nas po partnersku. Po ludzku! Humanitarnie.

Pierwszy raz słuchałam jąkania spokojnie, bez bólu, bez dyskomfortu. Zmieniłam zdanie- jąkający się to nie są klony jednego wzorca. Różnimy się.

Utwierdziłam się w przekonaniu, że grupa pomocowa ma sens. Ma wielki sens.

Bardzo się cieszę, że dzieci będą (już są!) prowadzone z miłością. Prowadzone, nie naprawiane. Naprawia się coś, co jest zepsute, a więc bez wartości, prawie do wyrzucenia. Mocniejszemu jest łatwiej.

Tak! Z jąkaniem można być szczęśliwym!

P1030136

Toruń, wrzesień 2015

Specjalistki od jąkania. Mają dla nas i Rozum i Serce:

mgr Agnieszka Mielewska

mgr Barbara Jeziorczak

mgr Aleksandra Boroń

Renia- toruński Klub J

mgr Lucyna Jankowska-Szafarska

dr Katarzyna Węsierska

dr Maria Faściszewska