Zatoczyłam koło

Dwa tygodnie po Zjeździe, ponownie odwiedziłam Toruń. Tym razem jako turystka. Chciałam zobaczyć Oddział Foniatryczny, w którym spędziłam, przed laty, kilka bardzo udanych wakacji. Po raz pierwszy wylądowałam tam za sprawą Ś.p. Pani Celinki, prosto z Warszawy. Do Warszawy pojechałam na hipnozę. Pamiętam, jak dziś, siebie na korytarzu Technikum Chemicznego, wszystko dokładnie- piętro, pogodę, nawet okno, przy którym stałam, drugie od schodów. Kolorowe czasopismo, a w nim artykuł o hipnozie, która leczy wszystko, również jąkanie. No, nareszcie! Nareszcie znalazłam. Dlaczego tak długo? Dziewiętnaście lat z jąkaniem (odjąć cztery, mało pamiętane). Przeszłam gehennę, ale nawet najgorszy sen  kiedyś się kończy. Mój skończy się za miesiąc. Byle do wakacji!

Pamiętam przygnębiające seanse u profesora. I werdykt, po kilku dniach, coraz bardziej stresujących zmagań teorii z praktyką.-” Nie wszyscy poddają się hipnozie. Ty się, dziecko, nie nadajesz. Bywa i tak. Proszę więcej nie przychodzić”.

-„Jasne”.

Uratował mnie Toruń. Po ciężkich znajomościach i w trybie natychmiastowym, znalazłam się na Toruńskim Oddziale Foniatrycznym. To było dobre miejsce. Bardzo dobre. Dzisiaj jest tam hospicjum.

Trochę się zmieniło, ale poznałam od razu. Przeniosłam się w czasie. Zobaczyłam tamte wakacje, tamtych ludzi i tamtą siebie. Byłam bardzo wzruszona. Pan Kierowca chyba też. Nic nie mówiliśmy, w tej ciszy. Zrobił mi parę zdjęć. Musiałam wracać.

 

Pamiętam, pierwszy Zjazd, z moim udziałem, po latach, w Warszawie. „Nocne Jotów Rozmowy” i pierwsze, po latach, spotkanie, z taką dawką jąkania. Młodego jąkania. Ciężko to przeżyłam. W młodych ludziach zobaczyłam- a jakże- siebie. Swoje emocje. Uważam, że właśnie u progu życia, jąkanie przeszkadza najbardziej. Dla mnie było przekleństwem. Tak to czułam. Wszystko nagle wróciło- cały koszmar  jąkania- obawy, żale, wspomnienia, nadzieje i, jakże nieodłącznie towarzyszące im, rozczarowania. Ludzie! Wy nie wiecie, co Was czeka! Życie z jąkaniem to nie jest bajka. Ani w domu, ani w pracy. Nigdzie. Nie zazdroszczę Wam tej młodości. „Tej” to znaczy obarczonej.

Potem były Katowice. Szok! Okna na świat dawno otwarte, dorasta trzecie pokolenie po mnie, a podejście do jąkania przeniesione na tacy z dziewiętnastowiecznej pedagogiki. Nienaruszone. Ja pierniczę! Konserwa. Ludzie! Wpuśćcie trochę powietrza! Trochę światła wpuśćcie! Świeżej krwi. Czegokolwiek. Przecież się podusimy!

Potem były drugie Katowice. Szok na bis. Tym razem pozytywny. Milowy krok w temacie jąkania. Ale ja i po tej konferencji wyjeżdżam rozbita. Powód? Trzymałam się, trzymałam, a tu nagle film o jąkającej się dziewczynce. Bo, dlaczego tak dobrze zajmują się tą dziewczynką, a mną zajmowali się tak niedobrze? Dziewczynka w dorosłe życie wchodzi prawie niepokaleczona, a ja latami leczę rany z dzieciństwa. Gdzie tu jest sprawiedliwość?

Następnie był Lublin. Jechać, nie jechać? No, jechać. Może kolejna „szczepionka” mnie uodporni. Niestety, powtórka z rozrywki- warsztat psychologiczny- rozwałka totalna. Gabinet psychologiczny. ” Dobrze, pani Danuto. Weźmy, jeszcze raz, od początku…”

I Toruń. Tym razem zmiana. Czuję, że zatoczyłam koło. Rozliczyłam się -mniej , więcej- z jąkaniem. Słuchanie jąkania u innych mnie nie boli. Moje własne jąkanie mnie- prawie- nie boli. Podchodzę do tematu jąkania, bez histerii. Ale, nie oszukujmy się, ja już szczęśliwie zamykam w życiu okres pod tytułem: „Muszę”. Otwieram natomiast czas pod tytułem: „Chcę, mogę, albo zastanowię się, czy chcę lub mogę”. Mnie już jąkanie wiele złego nie zrobi. Bo, niby, dzisiaj, w czym?

Wisienka na torcie! Rok 1985 i 2015.

_DSC8393????????????????????????????????????

 

????????????????????????????????????

Róbcie zdjęcia! Milej Wam będzie wspominać.  Że trzydzieści lat to lata świetlne? Nie, to jest mgnienie. Jedna chwilka.

_DSC8384

_DSC8406

Nocne Jotów Rozmowy

Prowadzi od lat Antoni Kakareko. Wielce zasłużony dla Klubów Jot w Polsce. My Antoniego znamy i kochamy, ale młodzi nie wytrzymują tempa. Zniechęcają się i wychodzą. A szkoda. Może, Antoni, z całym szacunkiem, gdyby tak, za rok, troszeczkę skrócić i nieco przyspieszyć wstęp? Tak z sześćdziesięciu minut do trzydziestu?

W każdym razie, do „Nocnych Jotów Rozmów” myślałam, że o jąkaniu wiem wszystko, przynajmniej dużo. A, guzik!

Myślałam, że wstyd i żenada z powodu jąkania wzrastają wprost proporcjonalnie do poziomu tegoż. Okazuje się, że nie.

Siedzimy, siedzimy, słuchamy Antoniego, znowu siedzimy, co raz ktoś próbuje się włączyć do dyskusji, w pewnym momencie jest to już proste, bo została nas garstka, grupka najbardziej wytrwałych. Ale jeden Chłopak, naprzeciwko mnie uparcie milczy. „Musi się nieźle jąkać, myślę sobie. Trzeba go jakoś zachęcić, zmusić, wszystko jedno, co. Gdzie ma się odezwać, jak nie tu. Grona lepszych słuchaczy nie znajdzie nigdzie. My zniesiemy każde jąkanie”. W końcu przyszła na niego kolej i zaczął mówić. I mówił bez najmniejszego potknięcia, bez jednego bloku, bez cienia jąkania. Ja zdębiałam. – „Co Ty tutaj robisz, Chłopie?!”

Okazuje się, że są Jąkały, które się jąkają i Jąkały, które nie jąkają się wcale. Są Jąkały z jąkaniem i Jąkały bez jąkania.

Ale ja to zostawiam psychologom, logopeda, to już tu nic nie ma do roboty.

We mnie taka postawa budzi zdziwienie. Nawet złość. Ja tego nie rozumiem i nie chce mi się rozumieć. Rozumiem Jąkały z jąkaniem, ale Jąkały bez jąkania- nie.

Za chwilę sytuacja się powtórzyła. Mówił Mężczyzna, że jąkanie przeszkadza mu w życiu, w wykonywaniu pracy. I znowu- przeszkadza jąkanie, którego nie ma. Jąkania nie ma, a problem jest. Mówił, że rozmawiał o tym z Żoną, z Synem. Żona kompletnie nie rozumie, o co biega. No, nie dziwię się jej! Syn, może bardziej, przynajmniej się stara.

No i tak. Moja „ekspercka” wiedza o jąkaniu ciężko się zachwiała. Ja tego nie ogarniam. Ale nie chcę. Nie staram się.

Czy chciałabym zamienić jąkanie, które jest na jąkanie, którego nie ma? Nie, chyba nie. Z dwojga złego- wolę konkrety.

Jak wprowadzić skuteczną zmianę w życiu i w mówieniu?

Pod takim tytułem odbył się w Toruniu warsztat dr Jolanty Jaworskiej. Pani Psycholog zapunktowała już w Pierwszych Słowach Swojego Listu, że uważa, że problemy osób jąkających się niczym nie odbiegają, nie różnią się od problemów ludzi mówiących płynnie. Bardzo też podobało mi się to, że starała się nas nie rozwalić psychicznie przed balem, i tak w ogóle- nie rozwalić. Ja uwielbiam warsztaty psychologiczne! A ten był mądry i ciekawy. Aktywizował i pobudzał do myślenia. Może taka największa korzyść dla mnie- utwierdziłam się w przekonaniu, że nie ma poczucia szczęścia, jeżeli nie robię tego, co chcę. Nie ma poczucia szczęścia, bez poczucia, że to ja kieruję swoim życiem, że mam na nie wpływ, że robię to, co uważam za stosowne dla mnie, że ogarniam swoją historię i teraźniejszość, i nad nimi panuję, że to moja droga i moja bajka, że mam poczucie sprawstwa. Że jestem tu, gdzie chcę być i w jaki sposób chcę.

Cóż, warsztatu nie opowiem, ale parę złotych myśli, nie zaszkodzi:

„Jeśli myślisz, że potrafisz to masz rację. Jeśli myślisz, że nie potrafisz- również masz rację”.

„Jeśli nie wiesz do jakiego portu płyniesz, żaden wiatr ci nie sprzyja”.

„Nie to nas dotyka, co nam się zdarza, ale to, co mówimy sobie o tym co nam się zdarza”.

Mieliśmy też określić nasze cele. Po dwa. W trzyosobowych grupach. No i nasza grupa- Matki Polki i Blondynki przez duże „B”, napisałyśmy każda to samo: „Żeby moje dzieci były szczęśliwe” i drugie „Żeby mnie wszyscy lubili”. Wiedziałyśmy, że to są cele bez sensu, ale coś nam nie pozwoliło napisać inaczej. I koleżanka, opowiedziała, że kiedy zapisała swoje dzieci do przedszkola, postanowiła, że zrobi wszystko, żeby inne matki ją lubiły. Ale wszystkie, bez wyjątku. Efekt był taki, że została matką najbardziej znienawidzoną, pokłóconą ze wszystkimi, odrzuconą daleko poza przedszkolny nawias. Mnie się przytrafiła  podobna sytuacja. Zmieniłam pracę i wylądowałam w czteroosobowym pokoju. Kierowniczka mnie przedstawiła, wyszła i drzwi do celi się zatrzasnęły. Bardzo mi zależało, żeby wszystkie koleżanki  mnie polubiły. Bardzo polubiły. Ba, pokochały, najlepiej. I najlepiej od razu. Tymczasem atmosfera pęczniała coraz bardziej, nie zanosiło się na nic dobrego. Kiedy czara goryczy we mnie się przelała, postanowiłam im wygarnąć. Wygarnęłam tak z jedną trzecią tego, co mi leżało na wątrobie, żeby nie przesadzić. Jako domorosły psycholog, rozmyślnie stosując dyplomatyczną formę „Ja”, nie „Wy”. Jakież było moje zdziwienie, kiedy na moją głowę wylało się trzy razy tyle pretensji. Może wylałoby się ich więcej, ale jedna dziewczyna zastopowała dyskusję. To znaczy, dyskusji nie było. Zamknęła puszkę z pretensjami.  Ja nie dyskutowałam. Nie odbijałam piłeczki, nie broniłam się. Tak czują, tak jest. Nie ulega wątpliwości, że moje zachowanie było dla nich irytujące, skoro poziom frustracji w pokoju był tak wysoki. Jak do tego doszło? Jak i kiedy? Przecież miałam najlepsze zamiary. Czy dalej nie rozumiem? Może trochę rozumiem, ale jest to dla mnie bardzo trudne.  Co było potem? Potem byłyśmy dla siebie- do przesady- uprzejme. Po kilku dniach nadarzyła się okazja, jakaś sytuacja i coś pękło. Potem było tak, że lepiej być nie może. Sielanka. A nad nami błękitne niebo… A teraz jest normalnie. My się nigdy kochać nie będziemy. Ale możemy się tolerować. Już tak.

A jak było wcześniej? Ja z tygodnia na tydzień coraz bardziej nie mogłam wypowiedzieć „cześć”. Mówimy sobie „cześć” na początku i na końcu dnia. Moje „cześć” przechodziło mi przez gardło coraz dłużej i brzmiało coraz gorzej. I blokowało się coraz mocniej. One raczej też były zmęczone tą sytuacją, ponieważ, kiedy siedziały już, a ja wchodziłam, musiały czekać aż wyksztuszę to nieszczęsne „cześć”, żeby skwapliwie odpowiedzieć. Jest coś w jąkaniu takiego, że jak COŚ do kogoś masz, to nie będziesz do niego mówił dobrze. Jakoś ta ukryta agresja musi wyjść. U nas wychodzi jąkaniem. Taka jest moja teoria i będę jej bronić.

Rozmawiałam o tym z Panią Psycholog, na przerwie. Nakreśliłam sytuację. Powiedziałam, że ja i moje koleżanki weszłyśmy w drugą fazę. -„O! Proszę pani, to już jest kolejna faza, na pewno nie druga”. Aha! No to, dobrze wiedzieć.

Było jeszcze o zjedzeniu „żaby”, czyli z tym, co nas męczy, uprać się jak najszybciej. Będzie się można spokojniej i lepiej zająć czymś innym. -„To ja, zjem moje Trzy Koleżanki”. – „To nie Koleżanki są pani „żabą”, tylko sytuacja między wami. Sytuację musi pani zjeść”. – „Taaa… . No, łatwo powiedzieć”.

Propozycje lektur:

„Stanowczo, łagodnie, bez lęku” Maria Król-Fijewska

„Twój umysł na detoksie” Rafael Santandreu

„Siedem nawyków skutecznego działania” Stephen Covey

Wracam do Torunia

Już tylko myślami. Mija dokładnie miesiąc od konferencji- bardzo intensywnej i na wysokim poziomie. Nie to, żebym zapomniała- ja naprawdę ścigam się z czasem. Pocieszam się, że nie ja jedna…

Więc, tak. Nie wdając się w szczegóły, kto co powiedział i kiedy, podkreślając, że każdy powiedział wiele mądrych rzeczy, punktuję:

Można zmieniać jąkającego się w stronę niejąkającego się. Jąkanie w stronę płynności. Można też edukować środowisko, usuwać bariery społeczne, stereotypy.

Ja zdecydowanie z dzieciństwa pamiętam jedną opcję: Jest jąkanie-  jąkania ma nie być. Oczywista oczywistość. Jak to zrobić? Normalnie- wyleczyć. Pokazać, nauczyć, wyćwiczyć, wyrwać z korzeniami, zastąpić, zamienić, obrzydzić, zawstydzić, obrazić się, nie akceptować. Wytłumaczyć. Czuwać, śledzić, poprawiać, upominać, okazywać niezadowolenie. Jąkanie należy zabić. Czyli pośrednio- Jąkałę należy zabić. Tylko, że Jąkała, nie Pan Jezus. Raz zabity- niekoniecznie zmartwychwstanie.  Nie szkodzi, chcemy dziecka sprzed kataklizmu. Chcemy dziecka takiego, jakie było. Za każde pieniądze. Za wszelką cenę. Niech dziecko przestanie się jąkać. Czy nie widzi, jak bardzo nas rani!

Być idealnym mówcą, czy skutecznym komunikatorem? (Wybór między chcę, a mogę…) Satysfakcjonalizm, nie perfekcyjność.

Trzeba uznać niedoskonałość (To znaczy- przydałoby się uznać…, dobrze by było uznać…).

Wystarczająco dobry” jest OK. Wystarczająco dobre jest lepsze od idealnego.

Jąkanie jest tym, co się robi, żeby się nie jąkać. A, to jeszcze z ubiegłego roku, przypowieść Arka: „‚Siedzi trzech kumpli w pubie. Kumpli- jąkałów, oczywiście  Zamawiają piwo. Pierwszy, stwierdza nagle, że nie będzie zamawiał, bo właśnie odniechciało mu się pić, drugi, zamówił „Warkę”, choć woli „Żywiec”, ale miałby zwyczajowy blok na „ż”. Trzeci, jąkając się, zamówił dokładnie to, co chciał. To który się najmniej jąkał?” Prawdopodobnie ten, który – „na oko”- jąkał się najbardziej.

Mindfulness. Mindful, nie Mind Full. Jedna myśl. Nie strumień świadomości.

Jeśli terapia, to behawioralno- poznawcza. Czujesz tak, jak myślisz. Myślisz- jestem, do niczego. Jeśli tak myślisz, prawdopodobnie tak jest.

Jąkanie występuje od czasów biblijnych. W każdym języku i we wszystkich kulturach. (I akurat, cholera, musiało paść na mnie!) Trudno zrozumieć jąkanie, bez względu na to po której stronie barykady się jest. Trudno niejąkającemu wejść w ten świat- niezrozumiały, gorszy. Jednak próbuje się od lat 70. ubiegłego wieku. Próbuje się wczuć w odczucia  właściciela jąkania. „Góra lodowa”- jąkanie widać, ale to wierzchołek problemu, w trzewiach jąkały dzieje się niepomiernie więcej. „Utrata kontroli”- wiem co robić, ale nie wiem jak, a nawet jeśli wiem, to nie mogę, nie potrafię. „Jazda po oblodzonej jezdni”- auto żyje własnym życiem. Nie słucha mnie. Nie mam na nie wpływu. Jąkanie żyje własnym życiem.

Jeszcze dwa wpisy będą o Toruniu. O zajęciach z Panią Psycholog i o Nocnych Jotów Rozmowach. Tymczasem idę odkurzać, a Wy myślcie. Też nie lubię jak mi się wszystko tłumaczy.

Miłego przetwarzania informacji!

Uwaga! Tania jest moim redaktorem naczelnym i zwracamy uwagę na to, żeby nie pomylić satysfakcjonalizmu z satysfakcjonizmem. W ogóle zostawiamy te neologizmy- chodzi o satysfakcję-  uczucie przyjemności i zadowolenia z czegoś. Pani Tatiano! Dziękuję!

 

A, mnie się się podoba to słowo. Leśmian miał Dusiołka, ja mogę mieć satysfakcjonalizm.

O! Jąkanie jako Dusiołek. Ot, zrobiło się, nie wiadomo po co, nie wiadomo też, za co: Dusiołek jako Jąkanie

„Rzekł Bajdała do Boga: O, rety – olaboga!

Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka,

Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka

 

Może też być, Jąkanie jako Dar od Boga. Istnieją przecież niechciane prezenty. Tak zwane- nietrafione.

Lub Jąkanie jako Bieda.

„Ja wiem. Cały Twój świat powstał na obraz i podobieństwo Twoje, więc i wszelkie przykrości które nas spotykają zsyłasz nam, abyśmy pamiętali, że to nie jest Raj (…)

Panie ja rozumiem, że i doświadczać czasami nas musisz. Tylko czemu tak często???

Panie Boże stworzyłeś wiele biedaków. To nie jest wstyd być biedakiem , ale żeby to był zaszczyt to ja tego też nie powiem.

Panie Boże, ześlej lekarstwo bo chorobę to my już mamy… ”

images

Jaba daba daba jaba daba daba daba dam…

Światowy Dzień Świadomości Jąkania się zbliża

O niebo lepsza nazwa niż „Dzień Jąkających się”- hura, jak fajnie, prawie jak dożynki! Mamy swoje święto!

Uczcijmy je minutą ciszy.

Nosiłam się z zamiarem stworzenia wpisu z radami- jak pomóc człowiekowi=dziecku, które się jąka. Długo zwlekałam, bo szczerze mówiąc, nie wiem jak pomóc.  Teraz robili to za mnie Specjaliści.

Poster_for_teachers_Polish_version

Zaczął się rok akademicki i w łazience wpadłam na studentkę o kulach. Nie wyglądało to na chwilową niedyspozycję. Raczej jest na te kule skazana. Ściskoszczęk bólu i współczucia. Inne dziewczyny sfruwają na obcasach po schodach, wprost na imprezę, a tu taki zgrzyt. Tylko, jaki pożytek, dziewczynie o kulach, przyjdzie z mojego współczucia, z mojej ucieczki? Absolutnie żaden. Akceptacja? Już bardziej. Jak jej mogę pomóc? Mogę jej potrzymać drzwi, bo nie ma trzeciej ręki, mogę się do niej uśmiechnąć. Mogę ją traktować jak dziewczynę, nie jak kalekę (znienawidzone słowo, użyłam go z pełną świadomością konotacji, jaką niesie), co nie jest proste. Nie jest proste! Nie jest.

Znałam kiedyś młodą dziewczynę o kulach. Niewiele starszą ode mnie. Nie wywoływała współczucia. Wręcz przeciwnie. Zazdrość? Miała sławnego ojca, pieniądze i świetne ubrania. Do tego znała elitę humanistyczno-artystyczną Krakowa. Być w jej towarzystwie, to był zaszczyt. Również dla profesorów (chodzi mi o wykładowców). Byłyśmy chwilę blisko, kilka spacerów, kawiarnianych spotkań. Ona wypowiedziała ważną wtedy dla mnie rzecz: „Zastanawiam się, w czym jąkanie może ci przeszkodzić. W niczym. No, dobra, nie będziesz aktorką. Oprócz tego możesz wszystko”.

Wszystko- nie wszystko, ale miło było, że ktoś tak wtedy pomyślał. W jej ustach nie brzmiało to byle jak.

 

Przekazujmy wiedzę – edukacja, współpraca, komunikacja 

                Spread the Word – Education, Cooperation, Communication

 

Przydatne linki