Żegnaj jąkanie! Witaj jąkanie!

Przeczytałam książkę. I znowu zatoczyłam koło.

Historia jest taka. Wiedziałam, że jeden facet w pięćdziesiątym roku życia wyleczył się z jąkania. Ponieważ ja również niebawem tyle skończę, stwierdziłam, że skoro on potrafił, to ja też. Tylko wnikliwie przeczytam jego wskazówki i się zastosuję. Nowiutki egzemplarz przyleciał się do mnie z Zagrzebia i … leżał. No, bo jak? On się wyleczył, a reszta? To, co? Nie uznano tego za cud, za znak, za objawienie? Co tam jest w tej książce? Dlaczego nie zastała przetłumaczona na wszystkie języki świata? A gdzie Nagroda Nobla dla terapeuty?

W końcu nabrała mocy urzędowej. Na początku dzieciństwo, przedwojenna Chorwacja, wieś. Reakcje matki, ojca. Znajome odczucia i historie. Potem wojna. I taka sytuacja, którą właściwie wymyśliłam wcześniej, mam niestety dość uciążliwą wyobraźnię, mianowicie, a co by było, gdyby czyjeś, ważne dla mnie życie, zależało ode mnie. Od tego, czy powiem. Gdyby zależało od jąkania. Od słowa, które ma wybrzmieć, a nie pada. To co wtedy? Jąkałabym się, czy nie? I proszę, czytam i mam. Jąkające się dziecko stoi pod karabinem i ma powiedzieć swoje imię. Hmmm, czyli, że wszystko już było. Nawet i to.

Potem młodość, studia, miłość, nieśmiałe próby terapii- bardzo nieśmiałe. Praca. Mocny był. Był dziennikarzem, pracował w redakcji radia, przygotowywał materiały, ale ich nie czytał. Jąkanie go dusiło, ale go nie złamało. W końcu los zderzył go z polskim terapeutą. Po prostu, miał szczęście, trafili na siebie. I poszło. Udana reakcja. Ten czas, to miejsce i ten człowiek. Bo to jest tak. Każdy jest kowalem swojego losu, pod warunkiem, że spotka tego, kogo potrzeba. W przeciwnym razie, kuje jedynie z tego, co ma. Na przykład dziesiąte studia podyplomowe. Czyli, i to jest moje credo, każdy jest kowalem swojego losu, pod warunkiem, że ma/miał szczęście. Reszta, to wzbogacanie dobrych zbiegów okoliczności, lub łagodzenie złych. Amen.

Paweł Rotkiewicz- to dopiero historia- dwa dyżury w czytelni zainwestowałam w to, żeby ją poznać. Jego ojciec- Wilhelm Rotkiewicz, inżynier i wynalazca, w czasie wojny znalazł się na Bałkanach, był w partyzantce Tity, zabezpieczał mu łączność. I on i dzieci nauczyły się języka południowych Słowian. Po wojnie wrócili do Polski. Imię Rotkiewicza nosi Szkoła Radiotechniczna w Dzierżoniowie. Ta szkoła, w której produkowano echokorektory! Paweł skończył psychologię i w latach 70. XX wieku „trenował” sportowców i biznesmenów. Na przykład taki klub Hajduk Split- odnosili wtedy duże sukcesy. Mieszkał w Wiedniu. Zmarł młodo. Bardzo młodo. Miał 53 lata. Zmarł dosłownie trzy lata po tej szczęśliwej terapii. Duże emocje towarzyszyły mi przy odkrywaniu tego wszystkiego, czułam się jak detektyw.

Więc, co to za terapia? Trening autogenny. Najbardziej znienawidzone przeze mnie wciskanie kitu: „Leżę spokojnie”. Nie leżę spokojnie!, „Mam ciężką nogę”. Owszem. Zwłaszcza, kiedy nie zażyję diosminexu.

I to już wszystko? Taki banał! Takie, ogólnie znane, coś!

Historię tego ozdrowienia opublikowano w gazecie. Na ozdrowieńca spadła lawina listów. Błagania o pomoc w sprawie swojej, syna, męża, znajomego. Prośby o kontakt z Rotkiewiczem. Cimbur wykazał się anielską cierpliwością i chęcią pomocy.

Trochę śmieszno, trochę straszno. Streszczenie tej książki „Zbogom mucanje!”( Żegnaj jąkanie!) to będzie moje wystąpienie na tegorocznym sierpniowym katowickim Ogólnopolskim Zjeździe Jąkających się.

Książkę czytałam głównie w autobusach. Najpierw niemrawo, później z ciekawością, z nadzieją, niepokojem. Następnie z wielkim zawodem, z rezygnacją z domieszką buntu, nawet  błyskiem rozpaczy. Aż pewnego dnia doszłam do cytowanego listu dziewczyny, która pisze, że ona nigdy się nie wyleczy, ponieważ nie wierzy w żadną metodę i w żadnego terapeutę. Że mu gratuluje, ale ona zawsze będzie się jąkać. Bingo! Czułam się tak, jakby mnie ktoś wsadził do beczki z lodowatą wodą. Nastąpiło otrzeźwienie. Całą drogę do pracy płakałam z zamkniętą książką na kolanach. Nie płakałam. Ryczałam. Siedziałam i zanosiłam się płaczem, wyciągając kolejne chusteczki.

Po dniach wielkiej walki, doszłam do równowagi i myślę tak. Różnie myślę, ale na przykład tak- może moje pięćdziesięcioletnie jąkanie jest już bezpieczne. Może już tak bardzo mi nie przeszkadza. Nie mam siły na krwawe rewolucje. Mam już na własnym koncie wystarczająco dużo rozczarowań. Nikt mi nie zagwarantuje sukcesu. A co to jest sukces? Jestem zrośnięta z jąkaniem. Może jest coś w sugestii „Co pani sobie załatwia jąkaniem?”. Może pierwotnie to było wołanie o zainteresowanie? Tylko potem zrobiła się z tego karykatura. Rzeczywiście, z jąkaniem każde wejście było mocne. Każdorazowo robiłam wrażenie. Żarty, żartami, ale dotarło do mnie, że moja psychika jąkania nie puści. Jąkały nie są jednak takie same. Jąkanie nakłada się na psychikę. A psychika na jąkanie. Na psychikę, na doświadczenia, na braki, na nadmiary. Moja psychika jąkania nie puści. I to wszystko. I już nie szukam żadnej metody. Nawet to chyba zaakceptowałam. To, że dla mnie nie ma różowej tabletki. Nie ma.

Nie jąkam się przez to bardziej. Chwilowo- nawet mniej.

Jeszcze w fazie rozczarowania, powiedziałam koleżance: – „Ależ miał szczęście! Zazdroszczę mu, ze się wyleczył!”, – „Cóż mu zazdrościsz! Człowiek nie żyje dwadzieścia lat”. No, tak.

Ta koleżanka znała go osobiście i, kiedy przeszłam do fazy akceptacji, powiedziała mi, że on się nie przestał jąkać. Przestał się bać. Nauczył się inaczej mówić, okrzepł, wyćwiczył, budował się od nowa na nowych doświadczeniach. Bo, czy można przestać się jąkać? Można przestać się bać.

Strasznie się ucieszyłam, że to nie prawda, że on zrobił się całkiem płynny. Bo to znaczy, że jestem normalną jąkałą- z ciężko doświadczoną przez jąkanie psychiką i z genem jąkania, którego nie da się wyrwać, a można go jedynie jakoś przyklepać lub unieszkodliwić. Czy konstruktor echokorektora, Bogdan Adamczyk, przestał się jąkać? Raczej przestał się bać. A właśnie! Oni się znali – Cimbur z Adamczykiem. Nawet dogadywali się w sprawie terapii. Znaczy Adamczyk miał leczyć Cimbura. A, może odwrotnie. Wszystko to już historia.

Więc, Kochani Moi, drugie pięćdziesiąt lat również przeżyję z jąkaniem, tylko już z takim bardziej oswojonym.

Jak szaleć, to szaleć!