Dzień Dziecka

Nie chodzi mi o Dzień Dziecka. Ale coś  mi się przypomniało i muszę to napisać.
Miałam niedawno wycieczkę. Dziewięciolatki w liczbie pięćdziesiąt, po dalekiej podróży. Wszyscy (łącznie ze mną, bo pogoda była myląca, a Matki – Polki >łącznie ze mną< wyznają zasadę, że lepiej dźwigać, niż …) uzbrojeni w plecaczki z prowiantem i wodą, bluzy, kurtki oraz parasole. Upał jak nieszczęście. Nade mną zlitował się młody pilot i schował moją kurtkę i parasol do plecaka. Dzieci pozostały przywiązane do swoich bagaży. Droga Królewska. Pomnik Matejki. Ok, względna cisza. Pięćdziesiąt telefonów komórkowych wycelowanych w Mistrza Jana, a przy tej okazji – we mnie, stoję przecież na linii wzroku: Dziecko – Mistrz.  Potem było już tylko gorzej – upał, zmęczenie, zbyt młody wiek na tego rodzaju wiadomości mimo, że starałam się trafić do młodego rozumu, spowodowały, że ledwo dowlekliśmy się do Rynku, a później, już naprawdę resztkami sił, na Wawel. Po czasie wolnym, przy Sukiennicach, większość dzieci dorzuciła sobie jeszcze – niemałego – pluszowego smoka. Widok był więc, mniej więcej, taki: dziewięcioletnie dziecko, czerwone i zgrzane, w ręce woda, w drugiej parasol, rozpięta bluza, zaczepiona kapuzą o głowę, pod pachą ogoniasty – smok. Razy pięćdziesiąt. Ale w tym ogólnym rozgardiaszu – wielokrotnego przeliczania dzieci, działań wychowawczych z rodzaju: „a dlaczego ty go popchnąłeś”, toalet, zawiązywania sznurówek i krwi z nosa – miałam czas. Trzy nauczycielki, pilot i ja holowaliśmy grupę, krótkimi skokami naprzód. Obserwowałam zmagania pań. Jedna miała porządne tiki. Grymasy twarzy, spazmy szyi, widoczne trzepanie głową. Zauważyłam to zaraz na początku. Naprawdę rzucało się w oczy. Przeszły mi wtedy przez głowę (przeleciały!) dwie myśli – oj, dwie neurologiczne (znaczy: ona i ja) na jedną grupę, to lekki nadmiar jest; a druga – a, może i lepiej, dzieci przyzwyczajone do inności, jąkanie nie zrobi na nich wrażenia.

Rzeczywiście nie zrobiło. Parę razy dokończyły za mnie oczywisty wyraz, czy odklejoną sylabę. Bez najmniejszego zdziwienia oraz uszczerbku dla własnego zdrowia. Natomiast, obserwowałam nauczycielkę z tikami. Była bardzo ciepła. Dzieci się do niej garnęły. Lgnęły do niej. W jej grupie nie było wrzawy. Choć starałam się – za wszelką cenę – dopatrzyć jakiejkolwiek złej reakcji ze strony uczniów (w końcu też ich temperowała) na jej widoczne problemy – nie dopatrzyłam się. Była wychowawczynią tej klasy, musiała więc mieć także akceptację rodziców, dyrektora, środowiska (mała miejscowość), wszystkich! Lekarza przecież! I miała. Byłam zdziwiona. Byłam pozytywnie zdziwiona. Było mi osobiście miło. Nauczycielka była młoda. Dzisiaj nikt nie ochrzci jej – kaleką. Ja musiałam mieć (zdolność do pracy) podpisaną kartkę: nie ma wady wymowy.

Myślałam sobie, te dzieci mają naprawdę lepiej, wyuczone tolerancji, obyte z niedoskonałością. O ileż łatwiej jest im obcować z panią poskładaną z różnych cech, zamiast panią pomnikowo – idealną. Nie każde dziecko jest przecież wzorcowe, wypieszczone i bogate. I właśnie te dzieci – a takich jest większość – mają lepiej, na zasadzie:  Może ona, mogę i ja. Nie święci garnki lepią.

Inne panie były zdrowe, przynajmniej na oko i bardzo energiczne. I zwyczajowo – z odpowiednią dawką nauczycielskiego okrucieństwa. Do Kościoła Marackiego trzeba kupić bilet, żeby dojść pod sam ołtarz. Można wejść bez biletu, niby pomodlić się, a naprawdę zerknąć na ołtarz, z daleka. Wybraliśmy drugą opcję, narażając się, tym samym, na uwagi ochroniarzy. Ponieważ większość wycieczkowiczów była już w ciężkim stanie rozkojarzenia, rzuciłam hasło – kto chce zobaczyć ołtarz, idzie ze mną. Jedna trzecia chciała – w tej grupie „wyjątkowo niegrzeczny” chłopczyk. On chciał najbardziej, na co pani zareagowała: „Ooo, ty to na pewno nie pójdziesz!!!”. Klasowy „Ananas” miał łzy w oczach. Jezu, pomyślałam sobie, dlaczego to dziecko ma nie zobaczyć ołtarza, skoro jest ciekawe, skoro chce. Co to za kara i za jakież grzechy? A gdyby to było moje dziecko? A gdybym to była ja? A może dzieło Stwosza właśnie na tym chłopaku zrobi największe wrażenie. Może on jedyny ma tu duszę artysty. Poszliśmy wszyscy.

Mówcie, co chcecie. Może nie tylko ludzie z „czymś”, ale prawdopodobnie wszyscy ludzie z „czymś”, z jakąś wadą, przypadłością, niedoskonałością, mają w sobie empatię. Potrafią się wczuć. Reszta myśli głównie o sobie.

My nie tylko myślimy. My też czujemy.

 

6 uwag do wpisu “Dzień Dziecka

  1. Danusiu,
    Twój nowy wpis zrobił na mnie wrażenie i dotknął gdzieś głęboko. Nie boleśnie, nie. Dotknął, nadając ulgę i oświetlając rozproszonym, ciepłym światłem.
    Historia tej nauczycieli jest bardzo budująca, świadczy też o niezwykłym heroizmie, zarówno jej jak i jej środowiska. Przecież… „Jąkale nie wolno być nauczycielem, dziennikarzem radiowym, telewizyjnym, spikerem, komentatorem meczów piłki nożnej, nie powinien nawet myśleć o pracy w call center, na recepcji, jako rejestrator medyczny, w dziale telefonicznej obsługi klienta, nie powinien się wychylać, pokazywać, manifestować siebie – męcząc przy tym ludzi dookoła. Po co on w ogóle mówi, skoro i tak nie umie i umieć nie chce? Pojawia się w telewizji – czyli żebrze o litość i się wygłupia, drażniąc pańskie uszy kakofonią zdegradowanych, zmutowanych, zwyrodniałych obcych dźwięków, kalecząc ojczystą mowę. Niech się leczy. Niech się terapeutyzuje. Może szpital psychiatryczny pomoże? Niech chodzi do logopedy. Niech się nie smuci. Niech się uśmiecha. Niech się nie odzywa niepytany. Niech pracuje w zamknięciu z dala od ludzi, najlepiej zasłonięty stosami papierów i kolumnadą segregatorów. A po co mu służbowy telefon? Firmę chce kompromitować czy co?”

    Nawet jak my damy sobie szansę zrealizowania marzeń, środowisko wokół musi okazać choć odrobinę przychylności i wsparcia. W najeżonym otoczeniu niechęci i niewiary tylko prawdziwi herosi są w stanie walczyć z całym światem. A nie wszyscy herosami są. Są zwykłymi ludźmi ze słabościami, zwątpieniem, problemami, których po prostu boli trochę więcej i częściej. Niektórzy ochoczo łapią za wyciągniętą pomocną dłoń, wykorzystują w pełni daną im szansę i doświadczają, że „mogą”. A to daje dużo.

    Na koniec mała puenta. Dziwnym trafem losu nagle znalazłam się w pracy na recepcji, ja, która zawsze boleśnie wątpiłam w swój fizyczny wygląd, umiejętność eleganckiego zachowania się i w jakość (efektywność) kontaktów z ludźmi, czyli w komunikatywność i asertywność. Schowana na wiele lat w roboczym zielonym fartuchu, pod warstwą ziemi i za szpalerem krzewów, cieszyłam się, że w ciszy zamiatam betonowy hol, że w ciszy leję wodę z węża w najpiękniejsze kwiaty. W jaśniejącym obliczu prezesów, dyrektorów, kierowników jako ukurzony torfem pół niemy ułomek, kłaniający się w pas i patrzący pokornie w czubki butów i biegnący potem od zadania do zadania. Pszczółka robotnica.
    Dziś jako „panienka na recepcji” w odprasowanej białej bluzce, spodniach z sieciówki, amarantowej szmince, porcelanowym podkładzie, pomagam petentom w wypełnianiu dokumentów. Mówić trzeba. Wyraźnie i skutecznie. Trzeba być miłym i estetycznym w odbiorze. Ale czy jąkanie może być estetyczne i przyjemne w odbiorze? Pytanie zawieszam w próżni…
    ps. Jeszcze wiele rzeczy w życiu jest w stanie nas zadziwić – w nowym miejscu pracy spotkałam spokojną, nieśmiałą, sympatyczną dziewczynę. Niestety pół niemą, albo nawet trzy-czwarte niemą. Zapytałam delikatnie po kilkunastu dniach znajomości, w czym jest problem. „Mam przerośnięty migdał i boję się, że się zająknę!” (powiedziane przez dziewczynę absolutnie płynnie mówiącą!). Moja odpowiedź, może zbyt agresywna i mocna, ale uniesiona na spontanicznej reakcji „A ja co mam powiedzieć? No, chyba bluźnisz!”
    Tak jakbym ja miała prawo się bać (jako jąkała), a ona (płynnie mówiąca) nie. Jakby jąkający się mieli szczególny immunitet, przywilej czy też monopol na strach przed słowami. Refleksja, pokora i empatia przyszły później.
    Miejmy serce dla siebie i dla innych. Szacunek też.

    • Dzięki, Kaśka! Z Kasi stałaś się Kaśką, czyli osobą mocniejsza, poważniejszą, pewniejszą siebie, sięgającą wyżej. I super! Kiedyś staniesz się Katarzyną, ale nie spiesz się. Ważne, że idziesz w dobrym kierunku! Gratuluję nowej pracy! Tak, środowisko ma znaczenie. Różne rzeczy. Ja w poprzedniej pracy też byłam nikim, a teraz jestem kimś. I nawet podwyżkę dostałam. Właśnie – a w poprzedniej pracy żadnej nagrody – nawet kadrowa nie mogła uwierzyć.

    • Nawet, jeśli czujemy inaczej, nie zgadzamy się z poglądami, ale je szanujemy, to już jest szansa na empatię. Szacunek to jej ważny składnik. (Z wyłączeniem tolerancji na nietolerancję 😉 Tu nie ma zmiłuj i nie będzie.) Empatia to umiejętność i można się jej nauczyć. Wystarczy ćwiczyć 😉 Ściskam Was, Dziewczyny!

      • Wszystko jest procesem zmiany. Kazdy dzien nam daje szanse na nauczenie sie nowych rzeczy, naprawienie błędow ale też na popełnienie nowych 🙂 Pragnę też tu polecić warsztaty dla kobiet WenDo, po których wyszłam bardzo wzmocniona! Co prawda, przekonałam się, że jąkanie jest najsłabszym ogniwem w łańcuchu samoobrony, że raczej w niej przeszkodzi, zawadzi i zdekocentruje niż pomoże. Że może w pewnych momentach zapomnieć o tej nieprzewidywalnej i nieregulowanej słabości, a skupić się na rzeczach niezawodnych 🙂 ja kupuję w najblizszym czasie gwizdek kulkowy 🙂 szukajcie w swoich miastach WenDo 😉

  2. Inspirująca alternatywa!
    Potężną siłą wspierającą poczucie wartości, sprawczości, samoocenę, poczucie szczęścia, a nawet zdrowia i podobno mądrości;) są dobre relacje z ludźmi, szczególnie pod postacią bezpośrednich kontaktów. To nasza biologiczna potrzeba. Kontaktować się z ludźmi twarzą w twarz, nie tylko elektronicznie. Na co dzień nie mamy na to czasu i ponosimy tego konsekwencje…
    Stąd pomysł 😀 Co powiecie na propozycję weekendowego spotkania w wakacje? Mogę zaproponować domek w lesie nad jeziorem w brodnickim 🙂

    • Dziękuję pięknie za zaproszenie, ale na razie nie jestem w stanie nic zaplanować. Trochę moje życie ostatnio wisi w powietrzu. Pracuję do połowy lipca, co będzie dalej, nie wiem. Zobaczymy, co los pokaże? Pozdrawiam Was serdecznie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s