Nadkompensacja

Trafiłam na opis zjawiska kompensacji i nadkompensacji jako rodzajów mechanizmów obronnych osobowości. Kompensacja to równoważenie. Stosowałam, jak najbardziej – nie mogę mówić, to będę śpiewać i tańczyć. Kompensacja polega na dążeniu do uzyskania powodzenia w jakiejś dziedzinie i wyrównania (skompensowania) w ten sposób niepowodzeń doznawanych na innym polu, spowodowanych małą sprawnością fizycz­ną, brakiem pewnych uzdolnień, wadą wymowy itd. (e-comtrust.de). Natomiast nadkompensacja to osiągnięcie sukcesu właśnie tam, gdzie jest najtrudniej. Nadkompensacja wyraża się osiągnięciem sukcesu w tej właśnie dziedzinie, która dotychczas była źródłem niepowodzeń i przykrych do­znań lękowych.  Jeżeli w wyniku (przykład) odpowiednich ćwiczeń fizycznych, wytężo­nej pracy, umiejętnego treningu ktoś zacznie dorównywać innym w sporcie i ostatecznie z szarego końca wysunie się na czoło i to w tej właśnie dziedzinie, w której był bardzo słaby, to takie działanie świad­czy o skutecznym działaniu mechanizmu nadkompensacji. (strona j.w.)

Więc  jestem ofiarą kompensacji i nadkompensecji. Ofiarą lub bohaterem, wszystko jedno (a nawet, często, to samo).
Po wykładach w domu kultury przeniosłam się  (dwa razy) do auli uniwersytetów. Wcześniej zastanawiałam się co to znaczy – ze słabości zrobić siłę. To właśnie to znaczy – uwziąć się na sukces – dokładnie ten, w takiej dziedzinie, która jest niemożliwa.
No, tylko co to zmienia? W ogóle to nie wiem. Mnie jest potrzebne do szczęścia. Daje mi poczucie własnej wartości, mocy, satysfakcji, sprawstwa, panowania nad sobą, zmienia moje myślenie, łagodzi traumatyczne wspomnienia, coś zastępuje, rekompensuje, daje poczucie spełnienia. Okupione jest wielkim strachem i nerwami, ale zwycięstwo smakuje słodko. Kasia M. zapytała w mailu: Powiedz, jak Twoje  wystąpienie? Jaką obrałaś strategię? Czy byłaś z siebie zadowolona? Co Ci dało siłę, lub – wręcz przeciwnie – ją zabrało? Strategię mam taką porządnie się przygotować i zaopatrzyć się w mikrofon, lepiej pomaga ten z porządnym pogłosem. Mikrofon w funkcji echa to narzędzie terapeutyczne, dla mnie jest ważny, pomaga mi. Plus przećwiczenie czytania (bo czytam, jednak, ostatnio), wyspanie się, dobre nastawienie i ćwiczenia mięśni twarzy i głosu chwilę przed. Co mi daje siłę? Chyba wielokrotne występy, czyli praktyka, a także to, że nawet jak mam blok, on jakoś przechodzi, nie wciąga mnie. Co mi zabiera siłę – wspomnienia tragicznych wystąpień w szkole, ale i na obronie pracy magisterskiej, (dwudziesty piąty rok życia), to była masakra. Z tym, że dzisiaj już nie zaliczam aż tak złych wystąpień. Ale, cień strachu pozostał, jak to nazywa Kasia M. „konfrontacja z mrocznymi wspomnieniami”. Dwa tygodnie przed ważnym  wystąpieniem są ciężkawe. Ale potem jest miło, też ze dwa tygodnie. Ale już wiem, że za chwilę wszystko wraca do normy, to znaczy – nie wydaje mi się, że teraz mogę więcej, że się uodporniłam i następny raz nerwów będzie mniej. Będzie tyle samo. Ale cel został osiągnięty – udowodniłam sobie i światu, że mogę. Sobie głównie, bo dla świata to nie jest takie znowu ważne.
I proszę, jak miło, jaka recepcja: … musiałam wyjść.. i to właśnie podczas Twojego wystąpienia. A słuchało się Ciebie z dużym zainteresowaniem! Zwłaszcza, że do złudzenia Twój sposób czytania przypominał mi Dorotę Segdę, która na audiobooku czyta Zofię Stryjeńską – Diabli nadali. Oraz: Zobaczyłam już  zdjęcia i zajrzałam na strony i myślę, że należą Ci się ogromne gratulacje. (…) Najwyraźniej, masz predyspozycje w tym zakresie. Z tego co widziałam, to na wernisażu było dużo ludzi i to zainteresowanych tematem. Słuchali Cię z przejęciem! Widać, jakie jest zapotrzebowanie na taką działalność, (…) Pełen profesjonalizm!
A jak to się przekłada na normalne życie? Nie przekłada się. Dalej się jąkam, normalnie – czasem mało, czasem bardzo. W sklepie, w domu, w każdych sytuacjach. I wcale nie mniej. Różnie. Ponieważ spotykam się ze swoim jąkaniem codziennie, czasem go słyszę, czasem – nie. Czasem ze zdziwieniem patrzę na zdziwienie ludzi do których się zwracam. Ich popłoch. Wtedy przypominam sobie o swojej (jednak) inności. I właśnie na zdziwienie reaguję zdziwieniem: wejżesz się opanuj, jąkania nie widziałeś, człowieku, słuchaj tu co mówię i mnie nie wkurzaj.

Już wiem co to znaczy przekuć porażkę w sukces. No, właśnie tak. Jak się chce, oczywiście. Przymusu nie ma.