Przygody przewodnika

To ja. A może reklama Bielca. I to, i to.

Muszę założyć sobie nową stronę, bo nie mam się gdzie wypisać, a pewne wspomnienia są niezwykłe. Ja bardo rzadko bywam przewodnikiem i każdorazowo jest to dla mnie wielkim świętem, ogromną przyjemnością. Uważam swoje miasto za niezwykłe i kocham je, i z radością przekazuję to osobom zainteresowanym. To będą krótkie historyjki obrazkowe.

Brałam udział w konkursie terenowym w krakowskim liceum z Kazimierza, które współpracuje z Instytutem Judaistyki UJ. Była młodzież z gimnazjów, władze szkoły i instytutu. I dyrektor szkoły przemówił, że bardzo się cieszy. I, od słowa do słowa, że Król Kazimierz założył miasto Kazimierz, specjalnie dla Żydów. I brawa. Patrzę na szanowne twarze przedstawicieli judaistyki, w stopniu najmniej doktora, ani drgną. Jasne. Nie wymagajmy, żeby dyrektor, dyrektorowi zwrócił uwagę. Toż to taki powszechny błąd, że już prawie prawda. Wstaję. Miałam wtedy dobry dzień. I tłumaczę, że padły tu słowa nieprawdziwe i błędne. Po dokładnym roztłumaczeniu sprawy, zwracam się słodko do komisji konkursowej z UJ, czy mam rację? Ależ tak, oczywiście, oczywiście.
Oczywiście, że oczywiście! Jak dyrektor bredzi duby smalone, kiwacie głową z zachwytem. Jak ja mówię – dokładnie odwrotnie, za to prawdziwie, też  kiwacie. Naukowcy! Kurczę.

_dsc6876

Ta sama akcja – idziemy na cmentarz, prowadzi nas nauczycielka. Idzie ona, idę ja, jej uczniowie i moi. Mijamy najważniejsze nagrobki i pędzimy na koniec alejki. No, dobrze, pewnie opowie legendę, po czym wrócimy do najważniejszego. – „Stoimy przy grobie Mojżesza Isserlesa”. Otwieram buzię ze zdziwienia. – „Słucham? Naprawdę uważa pani, że to grób Isserlesa? To w takim razie przy czyim grobie stoją wszystkie inne grupy? Nie, to nie jest grób Mojżesza Isserlesa. Balustradka zmyliła?”.
Obraziła się. Ale przynajmniej dzieci zapamiętają, ważną przecież, informację. Nie lubię dyletantów.

_dsc7364

Jest doroczny konkurs o samorządzie miejskim i z uczestnikami, zostaję wydelegowana na wycieczkę „Szlakiem samorządu”. Prowadzi pani dyrektor Osiedlowego Domu Kultury. Zapewne raz przeszła trasę jako słuchacz i stwierdziła, że „śpiewać każdy może”. Najpierw wyciągam notatnik, a nóż czegoś się dowiem. Nie, nie dowiem się. Znam ten styl: „Bardzo ważną rzeczą jest, bardzo starą i bardzo ciekawą, że musimy zdać sobie sprawę z powagi sprawy. I dlatego właśnie zaczniemy od uświadomienia sobie, że to jest niesłychanie interesujący problem, rodzący kolejny problem”. Tak, to już wszystko, mniej więcej wiemy. Jeden raz poprawiam, drugi raz poprawiam, trzeci raz poprawiam. W końcu nie wytrzymuję: „Nie, to zupełnie było nie tak”.
Dzieci biorące udział w konkursie, to były mądre dzieci: – „Proszę pani! Przecież ona wszystko mówi źle! Niech jej pani powie! Niech jej pani powie, że mówi źle!” – „Ale co? Po każdym zdaniu będę ją poprawiać? Nie słuchać. Oglądać zabytki”.

_dsc7931

Światowe Dni Młodzieży. Ale na wycieczkę przychodzą Krakowianie. Stoimy pod Muzeum Archeologicznym. Opowiadam o Ogniu, o akcji odbicia Żołnierzy Podziemia. – „To, to jest to więzienie św. Michała?” – zamyśla się starsza pani. – „Ojciec po wojnie był tutaj więziony. W więzieniu św. Michała. Ale ja nigdy nie wiedziałam, gdzie to jest. Opowiadał, bo wypuścili go, nic na niego nie znaleźli, że wypuścili go o drugiej w nocy. Uszedł parę kroków i usłyszał strzały. Wypuścili go i strzelali do niego. Był przygotowany. Udało mu się uciec”.
Staliśmy długo. Większość uczestników pamiętała tamte czasy. I to było takie niespodziewane i mocne przeżycie. Staliśmy długo w milczeniu pod więzieniem świętego Michała.

_dsc7743

Światowe Dni Młodzieży. Tym razem trasa Jana Pawła II. Kraków jest młody i kolorowy, i chodzi wiele zwiedzających grup. Jesteśmy na Skałce. Przed ołtarzem świętego Stanisława Biskupa i Męczennika. – „Przed tym ołtarzem odbywały się koronacje królów polskich, dlatego wiszą tutaj korony przy lampach”. – „Nie. Przesłyszałam się”. – „Tak. Przed tym ołtarzem odbywały się koronacje królów polskich”. – „Nie! To już jest szczyt szczytów! Przegiąłeś, człowieku”.
Tak to przed ołtarzem św. Stanisława zrobiłam prawdziwą awanturę. Wszystko ma, jednak, swoje granice. Szczegóły sobie podaruję…

_dsc6698

Obcokrajowców oprowadzam niezwykle rzadko. Ale to ciekawe przeżycie. Trzeba mówić inaczej. Tym razem spacer był prywatno-towarzyski. Miałam do pomocy dwoje tłumaczy, doskonale zresztą znających angielski. Skoro doskonale, to sobie poradzą. Poradzili sobie, chociaż ja – aż mi głupio – kompletnie im tego tłumaczenia nie ułatwiałam. Konsternacja nastąpiła przy sprowadzaniu do Polski św. Floriana. Jak są konie, każdy wie. Ale jak są woły? Oto jest pytanie! Nad wołami po angielsku pracowała cała grupa. Ok. Miałam chwilę na odpoczynek.
Cóż ja Wam poradzę, Moi Kochani, że konie przez Alpy nie przejdą? Muszą być woły.

_dsc7850

I stało się. Oprowadzam Żyda po żydowskim Kazimierzu. Z duszą na ramieniu, nie ukrywam. Jesteśmy przed grobem Isserlesa: „Tu jest napisane: Od Mojżesza do Mojżesza nie powstał nikt jako Mojżesz”. I pierwszy raz w życiu mówię to do człowieka, który jest w stanie to przeczytać. A, ja nie przeczytam, a wiem! – „Nie, tu tak nie jest napisane”. Ups. Znaczy, że co? Bałaban źle przeczytał, a za nim, a za nim źle powtórzyły, całe pokolenia? Co jest? Co ja mam teraz zrobić. Oj, dłuży się, dłuży się …
– „A, rzeczywiście, jest napisane. Na dole w ostatnim zdaniu”. Ufff, chwała Bogu Jedynemu!
W ostatnim zdaniu, dobrze wiedzieć. To te odwrotne znaczki – literki na samym dole, w ostatnim zdaniu. _dsc7362