Strona Tani

Uzgodniłyśmy z Tanią, że będzie miała swoje miejsce na blogu. Niech blog żyje, szkoda marnować ważnych myśli na prywatną korespondencję. Zapraszam i zachęcam! Danka

Danka zaproponowała, że jeśli mnie coś „natchnie, nakręci, dotknie” to mam tu pisać. Dziś mnie coś „nakręciło”, więc piszę.

Wybaczyć i iść dalej

Wybaczyć jest bardzo trudno, ale to konieczność. Jeśli się nie wybaczy, ciężar poniesie nie winowajca, a skrzywdzony. Nie warto. Lepiej pójść dalej, odpuścić. Inaczej nieudane terapie, cierpienie, smutne życie. Oczywiście to nie jest obowiązek – wybaczyć, ale bez tego gniew i sprzeciw, poczucie skrzywdzenia mogą panować nad życiem. To jak ciągłe rozdrapywanie rany. Jeśli na ranę nie nałożymy opatrunku, nie przestanie boleć. Brak wybaczenia krzywdzi nas, jest jak wieczna żałoba. Wybaczyć to nie znaczy zapomnieć, czy umniejszać krzywdę, której się doznało, czy zaprzeczać temu, że zostało się skrzywdzonym. Można jednak przestać rozpamiętywać krzywdę, wracać do niej myślami, emocjami. Uznać krzywdę, ale nie szukać odwetu, zadośćuczynienia. To już było, nic tu po mnie. Bez tego ciężaru łatwiej będzie iść do przodu, poczucie krzywdy to niepotrzebny balast. Może rzutować na inne zachowania, można wchodzić w rolę ofiary przez całe życie, zmieniać się będą tylko oprawcy. Wybaczenie to nie jest rozgrzeszenie krzywdzącego. Zdarza się też, że mimo wybaczenia, nie można już kochać, szanować czy koegzystować. Skrzywdzony robi to dla siebie.
Wybaczaj i wyciągaj wnioski. Idź dalej.
Analogia do jąkania nasuwa się sama, prawda?

Udawanie, czyli ukrywanie uczuć

Od dzieciństwa uczymy się udawać, kiedy słyszymy – ‚zaciśnij zęby, przecież to nie boli’, ‚nic takiego się nie stało, nie bądź beksą’ albo ‚przyzwyczaj się, życie jest ciężkie’. A potem – ‚przesadzasz’, ‚histeryzujesz’, ‚o czym tu mówić’ i ‚dużo hałasu o nic’ itp. Latami uczymy się jak udawać i ukrywać uczucia. W ten sposób stajemy się ludźmi, którzy nie potrafią nazywać swoich uczuć, nie umieją ich rozpoznać nawet przed sobą, nie umieją ich wyrazić, nie wiedzą kiedy i jak. W pewnym momencie tracimy rozeznanie, jak rzeczywiście jest. Czy to nasze uczucia, czy zasłona dymna. Żeby się nie wygłupić, nie odsłonić, nie stracić nad sobą panowania albo nie wyjść na durnia. Inni nie mają najmniejszej szansy, żeby się w tym odnaleźć i nas zrozumieć. A z tego rodzi się kompletny brak porozumienia i konflikty.

Ukrywanie uczuć szkodzi i to nie tylko kontaktom społecznym. Te z pozoru opanowane, uporządkowane osoby pogubiły się w sobie. Same siebie nie znają i nie rozumieją. Jeśli emocje wyrazimy, one ewoluują i znikają. Te niewyrażone skutkują wybuchami w najmniej odpowiednich momentach lub furią, ale to i tak pół biedy. Gorzej, że mogą się przejawiać chorobami psychosomatycznymi, a nawet rakiem czy zawałem. Jeśli wypalą się, jak ogień w kominku, potem jest lżej. Ale żeby tak się stało musimy wiedzieć, co czujemy. I musimy zgodzić się na to, że tak czujemy.

Wielką mądrością jest wyrażanie emocji tak, żeby nikogo nie obrazić, nie skrzywdzić i samemu się w nich nie zatracić. To sztuka, ale uczymy się całe życie i nigdy nie jest za późno.

Ukrywanie jąkania jest jak ukrywanie uczuć – niszczące.

Nie udawaj, nie opłaca się.

Co to jest pogarda

Pogarda dla innych wynika z poczucia własnej wyższości, ale też z własnych kompleksów i braku samoakceptacji. Brak akceptacji własnych niedoskonałości nie pozwala akceptować błędów innych. Pogarda to mroczne, destrukcyjne uczucie. Krzywdzi i rani innych, ale też tego, kto tak czuje. Osoby wynoszące się nad innych i upokarzające ich są nieufne. Podejrzewają wszystkich o złe zamiary i intencje, a w najprostszych przypadkowych sytuacjach dopatrują się celowego znieważenia. Łatwo posądzają innych o to, co najgorsze. Brakuje im radosnego podejście do życia i otwartości na ludzi.

Taka osoba budzi współczucie, nie mylić z politowaniem. Trudno jej być ze sobą, ucieka się do tak pokrętnych sposobów wzmacniania siebie. Zwyczajnie po ludzku kogoś takiego żal. Instynkt podpowiada, żeby takiej osoby unikać, nie dać się zranić. Zostawić ją samej sobie. Może znajdzie lekarstwo na swoją duszę i wtedy będzie mogła dobrze żyć? Bo dopóki czuje pogardę, zjadają ją w środku robaki, które sama karmi.

Jeśli ktoś z nas doświadczy pogardy, której powodem będzie jąkanie lub jakiekolwiek inne nasze trudności czy słabości, to taką osobę lepiej zostawić i dać jej czas na zmianę. Albo odejść na dobre. Szkoda życia.

„Kto w czymkolwiek poniża własne ja, jest nieuczciwy, gdyż robi innym to, czym sam w sobie gardzi. Kto się dla innych upokarza, poniża innych, lekceważy ich, pogardza nimi, dając im z siebie nie to, w czym siebie szanuje.” S. Brzozowski

Mieć rację

Bycie szczęśliwym jest ważniejsze od posiadania racji. Chociaż mieć rację jest fajnie. Moje jest na wierzchu, kto tego nie lubi? Są jednak ludzie, którzy wierzą w to, że zawsze mają rację. Wtedy chodzi tylko o to, żeby komuś coś udowodnić, a nie o porozumienie. Konflikt o rację zawsze rujnuje relację i dlatego nie zawsze warto o nią walczyć. Zawsze będą przegrani i wygrani. Wojna na racje zawsze ma ofiary. Nie lubię być jedną z nich. Nawet jeśli wygrywam.

Nie bój się

Minął krótki czas, a smok znów wypełznął z ciemności… Tylko na moment, ale poczułam jego odór. Wystarczyło, żeby mnie przerazić. Poczułam lodowe pazury zaciskające się na moim sercu i lodowaty oddech na karku. Przemknęły w panice myśli – Nie chcę, błagam, boję się, to nie może być prawda.

Przecież tak długo wszystko było wspaniale, wszystko się układało jak najlepiej, pasmo ważnych dokonań i wszelka pomyślność. Spokój. Nawet domofon przestał być problemem, a w każdym razie okazał się do zastosowania. I jak grom z jasnego nieba ten przerażający bezgłośny ZNAK… Córka nie zwróciła na to uwagi, nie przejęła się tym i wesoło opowiadała dalej.

Ten strach jest tylko mój. Ale zaszkodzić może bardziej mojemu dziecku niż mnie. Wiem, że nie mogę się mu poddać. Bardzo nie chcę go z powrotem. Nie chcę, żeby odzyskał swoją moc. Nie zna przyzwoitości i litości. Wiem, że nie jest racjonalny. Jeśli wróci, muszę stanąć z nim twarzą w twarz. Każdy ma swoje demony. Wiem, że to ja wybieram. Potrzebuję jasnych myśli i ufności. Nie ma się czego bać. Ten strach musi zacząć bać się mnie.

Żyjemy, jak czujemy. Nie na odwrót.

To, jakie mamy emocje i myśli, odbija się w naszym ciele i jego reakcjach. Jedno wywołuje drugie, kolejna reakcja uruchamia koleją, po niej następną, jak domino. Przez to jak czujemy, tak działamy. Nasz umysł – myśli i przekonania, determinuje nasze postępowanie. Nasze życie. Nasze nastawienie ma wpływ na to co robimy i co nas spotyka. W perspektywie wpływa też na losy naszych bliskich i tak naprawdę na nasz cały świat.

Myślenie negatywne, skupione na trudnościach nie da pozytywnych efektów. Samo powierzchowne tzw. ‘pozytywne myślenie’ też niczego nie załatwi. Nie chodzi o uleganie wewnętrznym mistyfikacjom. Jednak skupienie się na pozytywach i wybór swojego podejścia da nam alternatywę, czym chcemy żyć. Zarządzanie swoimi myślami daje nam możliwość wyboru swojego stanowiska wobec tego co nas dotyczy. Jeśli wybierasz to co jasne – szukasz jasnych dowodów, widzisz nawet najmniejsze możliwości. A przeciwności to nie jest koniec świata.

Widzimy to, co decydujemy się widzieć. Słyszymy to, co chcemy słyszeć. Żyjemy tym, czym wybieramy żyć. Wszystko zaczyna się w nas.

Czas mnie uczy pogody

Są tacy, co lata liczą ze strachem. Ja tak na szczęście nie mam, chociaż nie jest tajemnicą, że nie mam 18 lat. Im jestem starsza, tym lepiej się ze sobą czuję. To budująca perspektywa. Mam nadzieję być w przyszłości pogodzoną ze sobą, szczęśliwą staruszką. Mój wiek mnie nie rusza. Ruszyła mnie, o dziwo, moja trzydziestka. Wtedy mnóstwo zmieniłam w swoim życiu. Rozwiodłam się, zmieniłam pracę, zaczęłam drugie studia z zupełnie innej bajki, ponownie wyszłam za mąż i urodziłam dziecko. Wtedy z dziecka stałam się kobietą.

Lubię moje dojrzewanie. Dzięki niemu jestem pewniejsza siebie, spokojniejsza. Coraz mniej we mnie szarpaniny, wątpliwości, strachu. Nie wiem wszystkiego i to się wraz z wiekiem nie zmienia, ale wiem coraz więcej. Na pewno wiem, czego nie chcę. Wiem, czego potrzebuję. Coś tam o sobie już wiem. Jestem w drodze, w dobrym kierunku. Czasem błądzę, ale umiem zawrócić. Niczego nie żałuję. Cenię swoje doświadczenia. Myślę, że to przywilej dorosnąć. Młodość to tymczasowa moneta, reszta – trwała lokata kapitału. Życzę sobie, żebym nawet będąc starą, była młoda duchem i żebym była tam, gdzie mnie potrzeba. Dziś są moje urodziny.

Nie po drodze

Każda zmiana ma swoją cenę. Lubimy myśleć, że te wartościowe, najlepsze przynoszą tylko radość i dobro, że mają wyłącznie dodatni bilans. Łudzimy się, że zmieniamy tylko tę jedną sprawę, a wszystko inne pozostanie tak, jak było. Że niczego nie trzeba poświęcać.

Najczulszym barometrem zmian, przewartościowania, rewolucji w nas są inni ludzie. Relacja niekoniecznie nadąża za zmianami, czasem jest z nią w sprzeczności. Czasem tak wielkiej, że ulega zerwaniu. Są sytuacje, że próbujemy uporczywie zachować relację. Budujemy pomosty, powiewamy białą flagą, nie chcemy widzieć rozbieżności, zaprzeczamy prawdzie.

Relacja opiera się na wzajemności. Daję ci coś co jest dla ciebie cenne i dostaję coś czego potrzebuję. Podzielasz mój punkt widzenia, dajesz mi wsparcie, z tobą nie czuję się samotny. Nie zawsze partner w relacji idzie za twoją zmianą, nie jest na nią gotowy, boi się jej albo nie chce. Przestajemy się rozumieć.

W samotności trudno osiągnąć pełną satysfakcję. Stąd potrzeba dbania o relacje. Trzeba się o nie troszczyć, doglądać, chuchać. Ale nie za wszelką cenę. Trzeba znaleźć w sobie siłę i odwagę, żeby odpuścić. Powiedzieć: idź, dosyć. Chociaż boli jak diabli.

Zaakceptuj, że coś się zaczyna i że się kończy. Ktoś pojawił się po to, żeby obudzić coś co było uśpione. Misja zakończona. Podziękuj, nie miej pretensji. Bądź wdzięczny. Wybaczaj. Idź dalej.

Dlaczego życie jest piękne

Życie jest piękne. Nie czasami, nie od święta, nie okresami. Zawsze, codziennie, w każdej minucie. Ze swoimi dobrymi i złymi wiadomościami. Jakkolwiek układają się nasze sprawy. Jeśli nie wierzycie zapytajcie tych, którzy odeszli albo tych, którzy się z nim żegnają. Albo popatrzcie na radość życia dzieci, na ich pasję, ich szczerość, ich wiarę. W to, że wszystko jest możliwe.

Nie dywagujcie, nie marudźcie, nie filozofujcie. Że wczoraj to może i piękne, ale dziś ugór i szarówa. Piękno życia i świata nie leży w nim, ale w naszym patrzeniu. Jeśli nie masz piękna w sobie, niczego nie zobaczysz. Wszystko ma swój początek. Znów na nowo zobacz, że życie jest piękne. Otwórz oczy.

Eksmisja

Poczucie winy to uboczny produkt macierzyństwa. Powód zawsze się znajdzie. Już od poczęcia. Powtarzający się sen o wypitych, w ciążowej nieświadomości, dwóch kieliszkach wina. Wyrzuty sumienia z powodu pośpiechu, zmęczenia, czy chwili tylko dla siebie. Jestem winna kataru i rozciętej głowy. Samoobwinianie się za niepowodzenia lub opóźnioną reakcję na cień zagrożenia. Bo nie przewidziałam, nie dopilnowałam. Nieważne, czy miałam szansę mieć na to wpływ. Powinnam mieć. I wreszcie – największy kaliber – to przeze mnie się jąka. Zaszkodziłam. Zawiodłam.

Poczucie winy chodzi za nami jak cień. Jest zawsze, jak pasożyt. To nasze piętno, skaza na duszy, tatuaż wycięty siekierą, wbrew naszej woli. Stoi za naszymi plecami, chodzi krok w krok i szepce: to twoja wina, powinnaś, nie powinnaś, co za głupota, jaka nieodpowiedzialność, co za egoizm, jak można, trzeba było. I tak w kółko cały dzień, a czasem i noc. Czasem nieśmiało do głosu dochodzi rozum, który zaczyna : ale przecież…

Trzeba siły i wiary w siebie, żeby wyrwać się ze szponów tej maszkary. Ale jest to konieczne. Musimy uzmysłowić sobie, że poczucie winy donikąd nie prowadzi. Przez nie tracimy kontakt ze swoim wnętrzem, stajemy się niepewni tego co jest słuszne i dobre dla naszego dziecka. Przestajemy wierzyć temu, co podpowiada nam intuicja. Gubimy siebie. Życie w permanentnym poczuciu nieadekwatności, niedoskonałości, które sobie w głowie kreujemy, to ciągły stres, frustracja i smutek. W ten sposób szkodzimy nie tylko sobie, ale też swojemu dziecku. Koniec z poczuciem niedorastania do pięt ideałom. Ideałów nie ma!

Trzeba pozbyć się drania. Zostawić, wyrzucić, wysłać na księżyc albo zakopać. Wystarczy, że się staramy, że mamy dobre chęci i że wierzymy, że będzie dobrze. To prawda, nie jesteśmy perfekcyjnymi matkami. Jesteśmy wystarczająco dobre. To wystarczy. Warto w to w końcu uwierzyć.

Potwór, wróci – to pewne, ale możemy nauczyć się mu przeciwstawiać, nie poddawać i zamykać mu usta. A nasze życie będzie piękniejsze. I nie tylko nasze.

Tuż, tuż…

Wszystko jest po coś. Tak mówią. Więc i święta po coś są, nie są przypadkiem. Są potrzebne. Chociażby po to, żeby zwolnić, wyspać się, nacieszyć obecnością bliskich, delektować się tym czasem. Ale też po to, żeby poczuć odświętność. Czy nas na to jeszcze stać? Może być w piżamie (takiej w renifery :)), ale świątecznie. W środku. To czas, kiedy możemy otulić się miłością i być. Taki plan minimum, który okazuje się planem maximum.

Mniej komercji, a więcej magii. Tak naprawdę, i w święta i w życiu, nie chodzi o prezenty. Chodzi o bliskość i radość. Święta są dla nas, a nie my dla świąt. Spędźmy je tak, jak chcemy, a nie jak wypada.

Spokoju, miłości, otwartości, bliskości, nadziei, marzeń. Spotkania ze sobą, ale też z innymi. Bycia naprawdę. Dobrego życzę. Wesołych, każdemu – po swojemu.

Nie ściemniaj

 Mamy Nowy Rok i niektórzy szykują się na rewolucję zmian w swoim życiu. Bo z nowym będzie większa motywacja i łatwiej zacząć od nowa. Tymczasem planowe noworoczne spinanie pośladków jest zdecydowanie przereklamowane. Znacznie efektywniej jest zmieniać nie dlatego, że teraz wszyscy to robią, ale w momencie, kiedy mamy zasoby i energię atomowego generatora. Kiedy naprawdę chcemy, nic nas nie powstrzyma. Wtedy czujemy odrodzenie sił, nadzieję i wiarę, że się uda. Ale do tego musimy czuć moc i wewnętrzną wolę, mieć potencjał oraz masę energii. Bo z próżnego i Salomon nie naleje. Obiektywnie nie ma uniwersalnego, najlepszego dla wszystkich, czasu na zmiany. 1 stycznia nie jest magiczną datą, od której wszystko zależy.

Pamiętajmy, że nigdy nie zaczynamy od zera, ponieważ niesiemy swój bagaż doświadczeń, klęsk i zwycięstw. Nigdy nie jest tak naprawdę od początku. Nie zbudujemy tylko na fundamencie oczekiwań. Trzeba liczyć się z momentem życia, w którym jesteśmy, z ludźmi i okolicznościami, które nas otaczają. A przede wszystkim nie wolno lekceważyć siebie. Jeśli zmiana ma być trwała i prawdziwa, wymaga samoświadomości i wytrwałości. Zmiana to proces. To, co w życiu jest wartościowe nie powstaje zwykle lekko. Jeśli chcesz coś zmienić, data nie ma znaczenia. Ten dzień jest zapisany w Tobie.

Życzę Wam, żeby w Nowym Roku było wiele dobrych dni!

 

 

 

2 uwagi do wpisu “Strona Tani

  1. Ja też jestem pogodzona ze sobą. I uważam swoje życie za udane. Ale mam teką refleksję, że szczęście również zależy od okoliczności zewnętrznych. Dobrze jest jak się nam układa nie tylko w sercu, ale i w życiu. Uważam też, że każde dziesięciolecie ma swoje dobre strony. Ja- moje obecne uważam za najlepsze! Poukładałam się i mam dla siebie czas!!!
    A dzisiaj, właśnie dzisiaj, przestałam marzyć o emeryturze. Przyszły do nas do pracy panie emerytki. I jakoś tak- zachciało mi się pracować. Jak najdłużej!!!
    Taniu! Szczęścia i miłości Ci życzę!

    • Dziękuję! :-*
      Czas i uwaga to najważniejsze, co można sobie samemu dać.
      Układanie siebie to właśnie dojrzewanie. Chyba nigdy się nie kończy, trwa całe życie. Przecież nic nie jest stałe, co chwilę coś się zmienia. I te zmiany wymuszają zmiany w nas. Traktuję je jako rozwój. Coraz więcej o sobie wiem, coraz lepiej siebie znam i z tym lepiej się żyje. Ale najbardziej lubię to, że mimo zakrętów, dróg okrężnych i „na skróty”, idę do przodu i że jestem w ruchu. To jest sens życia.
      Okoliczności zewnętrzne są bardzo istotne, ale to my decydujemy co z nimi robimy. To my je kształtujemy, zmieniamy lub poddajemy się im. To my wybieramy ludzi, którzy są dla nas inspiracją. Otaczamy tymi, którzy są dla nas wsparciem, a unikamy lub ograniczamy toksyczne i destrukcyjne relacje. To, co dodaje skrzydeł to nadzieja. Bez niej wszystko się kończy. I, niezależnie od wieku, następuje śmierć za życia. Warto wiedzieć, że nadzieja jest zawsze, nawet kiedy jej nie ma.
      Zawsze jest nadzieja.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s